Paulina Kosiniak-Kamysz stała się gwiazdą serwisów informacyjnych, gdy podczas konwencji wyborczej swojego męża Władysława, który jest kandydatem PSL na prezydenta RP, zwróciła się do niego per "tygrysie".

Po zyskaniu popularności przyszedł czas na wywiad. Dziś Kosiniak-Kamysz gościła w Radiu Zet. Przez moment rozmowa zeszła na tematy finansowe, a konkretnie - uposażenia dla pierwszej damy. 

- Niemcy zadecydowali w referendum czy chcą uposażenia pierwszej damy czy nie i ja uważam, że taki schemat działania jest najlepszy. Ja uważam, i o tym mówi mój mąż, że referenda w tych spornych sprawach są najlepszym rozwiązaniem i przynoszą najlepsze efekty. Jeżeli by doszło do tego, że będziemy parą prezydencką i będzie problem do rozważenia, byłabym za tym, żeby Polacy zdecydowali, a nie ja

- powiedziała żona lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza, kandydata na prezydenta RP. 

W odpowiedzi internauci zwrócili uwagę na koszty, jakie wiązałyby się z przeprowadzeniem referendum dotyczącym tego, czy wydawać pieniądze na uposażenie pierwszej damy, czy nie. Krótko mówiąc - mogłaby być to niezbyt opłacalna inwestycja.

Pomysł Pauliny Kosiniak-Kamysz to rzeczywiście bardzo kosztowna opcja. Przykładowo, przeprowadzenie referendum m.in. w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych w 2015 roku łącznie kosztowało budżet państwa 71 mln 575 tys. 97 zł.