Oto bowiem zarówno w Polsce, jak i za granicami naszego kraju rośnie frakcja ludzi, którzy wszystkich problemów świata upatrują w działalności człowieka. Osobiście obstawiam, że europosłanka Sylwia Spurek oglądając „Szczęki”, kibicuje rekinowi. Wydaje się, że obie te postacie cechuje bezkompromisowość. Ostatnio polityk lewicy zasłynęła wtrącaniem się do ludzkich misek. „To, co jemy na talerzu, nie jest naszą prywatną sprawą. Ograniczenie spożycia mięsa jest tylko kwestią czasu, a debatę o tym trzeba zacząć już dziś. Bez zmiany sposobu produkcji żywności nie da się powstrzymać katastrofy klimatycznej” – napisała na Twitterze Spurek. Tak sformułowany komunikat od razu budzi sprzeciw. I nie chodzi nawet o treść, bo przecież to samo mówią nam dietetycy i lekarze, doradzając jedzenie większej ilości warzyw, ale raczej o formę. Zachowując wszelkie proporcje, równie dobrze można by powiedzieć, że rodzice powinni wychowywać swoje dzieci i mają obowiązek spędzania z nimi 9,5 godzin dziennie na zabawie. W domyśle: każdy, kto tak nie zrobi, nie jest dobrym rodzicem i szkodzi dziecku. Wzbudza to naturalny odruch odrzucenia wszelkich postulatów. Ten rekini radykalizm nie pozostawia pola do żadnej dyskusji. I to właśnie sprawia, że pani Spurek mając może i szczytne cele, szkodzi debacie publicznej.