Jane Fonda przyznała, że panujący w przemyśle filmowym kult wiecznej młodości, rodzi ogromną presję związaną z wyglądem. Dotyczy to głównie kobiet, od których wymaga się, by niezależnie do wieku, prezentowały się jak nastolatki. Nie jest tajemnicą, że Fonda, która mimo ukończonych 82 lat wygląda nad wyraz młodo, poddawała się operacjom plastycznym. Nigdy tego nie ukrywała. Teraz zapewnia, że przygodę ze skalpelem uważa za zakończoną.

Legendarna aktorka, która ma na koncie dwie statuetki Oscara, zdradza, że nie ma zamiaru korzystać w przyszłości z dobrodziejstw medycyny estetycznej.

"Nie mogę udawać, że nie jestem próżna, ale nie będzie już żadnej operacji plastycznej. Nigdy więcej nie pójdę pod nóż"

- przekonuje w rozmowie z "Elle Canada". Gwiazda kina dodaje, że inwazyjne zabiegi upiększające były dla niej remedium na niską samoocenę. Przez wiele lat Fonda zmagała się z bulimią. "Muszę pracować każdego dnia, aby zaakceptować siebie. Nie przychodzi mi to łatwo. Przekonanie, że "nie jestem wystarczająco ładna, chuda, bystra" jest bardzo powszechne wśród kobiet. Walki z takim myśleniem trzeba się nauczyć" - wyjaśnia aktorka.

I dodaje, że dużą rolę w budowaniu pewności siebie i umacnianiu poczucia własnej wartości odegrały w jej życiu silne kobiece przyjaźnie.

"Dorastałam w latach 50. W tamtych czasach sądziłam, że kobiety są jak koty. Konkurują ze sobą, ściągają się nawzajem w dół. A tymczasem, dopiero kiedy współpracujemy ze sobą, jesteśmy niezwyciężone, nie mamy ograniczeń w kwestii tego, co możemy osiągnąć. Teraz na szczęście otaczam się kobietami, które się wspierają i które mogę nazwać swoimi prawdziwymi przyjaciółkami"

- konkluduje gwiazda.