W spocie zapowiedział, że będzie walczył „o wszystkie drzewa, a nie tylko o jedno”, ozdabiając czytany tekst zdjęciem brzozy. Symbolika dla wszystkich czytelna, tym bardziej że jeszcze do spotu dodano łopatologicznie samolocik z papieru. Zupełnie nie wiem, po co rozpoczynać kampanię od takiej wojny, szczególnie gdy chce się pozować na człowieka będącego ponad wszystkimi sporami politycznymi. Są dwa wyjaśnienia i oba niekorzystne dla Szymona Hołowni. Pierwsze to takie, że rzeczywiście jest tak, jak mówi, czyli nie zrozumiał własnego spotu. Oznacza to, że równie dobrze na prezydenta można by wystawić szympansa z warszawskiego zoo, bo tyle samo rozumie z polityki. Nie da się być w Polsce 44-latkiem i nie słyszeć o katastrofie smoleńskiej oraz o sporze o brzozę. Jeżeli tak jest, to oznacza, że nie ma się kwalifikacji do rządzenia, bo po prostu nic się nie wie o Polsce. Druga wersja mówi o tym, że spot był cyniczną grą, aby zwrócić na siebie uwagę. I w tym wypadku wolałbym już zagłosować na szympansa z zoo niż na takiego cynika.

Ten bowiem, kto chce upowszechnić spot, drwiąc i karykaturując śmierć 96 osób, jest gorszy od zwierząt. Oznacza to, że nie ma żadnych zahamowań i zasad. Przykra to ocena.

Czuję się tym bardziej źle, bo nawet przeczytałem dwie książki Szymona Hołowni i uważam, że nie są one najgorsze. Widocznie lepszy z niego pisarz niż człowiek.