Pięć lat temu kampania prezydencka była niezwykle intensywna. Niemal wszystkie sondaże dawały zwycięstwo Bronisławowi Komorowskiemu, lecz Andrzej Duda spotykał się z Polakami, konsekwentnie dążył do zwycięstwa i ostatecznie pokonał ówczesnego prezydenta w drugiej turze wyborów. Doradca Komorowskiego wspomina tamten czas i wskazuje na błędy, jakie wtedy popełniono.

- Komorowski padł ofiarą partykularnych interesów PO i wewnętrznej rywalizacji w Platformie. Np. w 2000 roku kampanię Kwaśniewskiego robił SLD. To był ogromny wysiłek tej partii, ale zarazem był zakaz stemplowania kampanii Kwaśniewskiego znakiem partyjnym. W kampanii 2015 r. było odwrotnie. Platforma uważała, że Komorowski ma zwycięstwo w kieszeni, a sama ma słabe notowania, więc trzeba się nagłośnić, korzystając z kampanii Komorowskiego

- uważa Tomasz Nałęcz. 

Według niego, efekt takich działań był do przewidzenia. 

- PiS w pewnym momencie zorientowało się, że to jest ta furtka, dzięki której można zamienić wyłom w murze w wielką dziurę. Efekt był taki, że nie tyle Platforma się nagłośniła, ile sprowadziła wynik Komorowskiego do swojego. Nie mówiąc już o tym, że tam były dwie lub więcej frakcji, które się ścierały, podstawiając sobie wzajemnie nogi

- stwierdza. 

Niedociągnięć w kampanii Komorowskiego, co zdecydowało o wygranej Andrzeja Dudy, było wiele.

- Najlepszym przykładem idiotyzmu było 16 bronkobusów, choć w żadnym nie było Komorowskiego. Bronkobus przyjeżdżał, ludzie czekali na Komorowskiego, a tu wychodził poseł PO, którego już mieli serdecznie dosyć. Tak to wyglądało

- kończy Nałęcz.