Wielka wojna zawsze mnie fascynowała, być może ze względu na dziadka, który mi o niej opowiadał, gdy byłem bardzo młody. A być może również z tego względu, że do tego momentu nie zdawałem sobie sprawy z tego, czym tak naprawdę jest wojna

– mówi Sam Mendes.

Reżyser, którego znamy z takich produkcji, jak oscarowe „American Beauty”, „Skyfall” i „Spectre”, tym razem sięgnął po kino historyczne, a zrobił je tak, że zapewne przejdzie ono do historii.

Mendes postanowił nakręcić film, który wygląda, jakby toczył się w jednym ujęciu. Dzięki temu dostajemy obraz bardzo realistyczny, bliski, przyprawiający o dreszcze. Reżyser dosłownie przenosi widza o jeden wiek, w sam środek okrutnej wojny. To tam dwaj brytyjscy szeregowcy Schofield i Blake dostają ogromnie ryzykowną misję, od której powodzenia zależy życie towarzyszy. Muszą przedrzeć się za linię wroga i przekazać rozkaz odwołujący atak, który według nowych informacji spowoduje niechybną śmierć tysięcy żołnierzy, wśród nich brata Blake’a.

Kiedy czyta się informacje o milionach ofiar wojny czy tysiącach zabitych w ciągu roku na drogach, setkach ludzi ginących w pożarach i kataklizmach, ma się przed oczami rozmiar tragedii. Ale gdy wśród tych setek osób jest ktoś nam bliski – ojciec, sąsiad, koleżanka z pracy – dramat staje się większy, bo dotyka nas bezpośrednio. Oglądając film „1917”, ma się w głowie, że każdy z tych tysięcy walczących żołnierzy to człowiek, który ma własną historię, rodzinę, plany i marzenia. I każdy z nich zostaje wrzucony w miejsce niewyobrażalnego cierpienia..

Akcja filmu wraz z głównymi bohaterami przechodzi z jednego piekielnego krajobrazu w drugi. Sceny są przerażające. Czuć żar ognia, smród rozkładających się ciał, ból rozrywanej przez bombę kończyny. Wrażenie robią zasieki i pola minowe. Ohydą napawają biegające szczury, ale to nic przy scenie, w której ręka jednego z bohaterów grzęźnie w zgniłych zwłokach żołnierza, które nie odróżniają się od błota. I nie ma chwili wytchnienia, bo zewsząd czyha zagrożenie. Idziemy ramię w ramię z dwoma żołnierzami, od których zależy los innych. Poznajemy gorzki smak okrucieństwa, ale widzimy też odwagę bohaterów, ich zaangażowanie czy niespodziewane gesty solidarności. Ten film jest jak ballada, którą słyszymy w ostatnich scenach produkcji – jej zakończenia nie zdradzę.