Siedem i pół miesiąca po Robertsie 5 września 2010 roku, w wieku 93 lat zmarł pomysłodawca, scenarzysta i producent "Bonanzy" David Dortort.

Pierwszy odcinek "Bonanzy" telewizja NBC pokazała 12 września 1959 r., ostatni 16 stycznia 1973 roku. Był to pierwszy - jak informuje światseriali.interia.pl - kolorowy serial w amerykańskiej telewizji. W sumie zrealizowano 430 odcinków - reżyserami byli m.in. Robert Altman i Józef Lejtes, a wystąpili w nich m.in. Jodie Foster, James Coburn, Telly Savalas, Charles Bronson i Lee Marvin.

Filmowa saga opowiada o wdowcu mieszkającym z trzema synami na ranczo Ponderosa nieopodal Virgnia City w stanie Nevada, zaraz po wojnie secesyjnej.

Mniej więcej w tym samym czasie podróżujący po Stanach Zjednoczonych Henryk Sienkiewicz odwiedził jedną z kopalń w Virginia City. 

Zanim jednak opiszę wam moje wrażenie podziemne, powiem kilka słów o samej Nevadzie. Obszerny ten stan, graniczący z Kalifornią, przedzielony jest od niej szczytami ślicznych a wyniosłych Gór Śnieżnych (Sierra Nevada). Wierzchołki ich, ginące w chmurach, pokryte są wiecznym śniegiem, ale za to stoki szumią jednym wielkim borem sosen amerykańskich zwanych po łacinie pinus ponderosa

- napisał 18 grudnia 1877 roku, wyjaśniając w ten sposób polskim odbiorcom etymologię nazwy fikcyjnego rancza. Z wielu opisów serialu wynika, że żółta sosna amerykańska miała być ulubionym drzewem Bena Cartwrighta - obsadzał nim nieużytki na swojej farmie.

Polscy widzowie po raz pierwszy zetknęli się z "Bonanzą" prawie pięć lat po amerykańskiej premierze - w niedzielę 16 sierpnia 1964 r. o godz. 18.40 wyemitowano pierwszy odcinek drugiego sezonu zatytułowany "Próba sił". Dla polskiej widowni było to "inauguracyjne" spotkanie z telewizyjnym filmem odcinkowym - pierwszy polski serial "Barbara i Jan" miał swoją premierę ponad cztery i pół miesiąca później, 5 stycznia 1865 roku.

"Bonanza" pojawiła się w polskiej telewizji dziewięć dni po śmierci ówczesnego przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra Zawadzkiego - oficjalna żałoba ogłoszona przez komunistyczne władze miała wymiar spektakularny.

Jak Polska długa i szeroka, nie znalazłby się wówczas chyba nikt, kto nie umiałby zanucić melodii z czołówki serialu"

- powiedział dziennikarz Wojciech Orliński. "Jako dziecko zafascynowany byłem obrazem płonącej mapy, który towarzyszył tej melodii; polowałem z ołówkiem i kartką na początek każdego odcinka, żeby sporządzić jak najdokładniejszą kopię tej mapy - a potem ją spalić, nucąc tytułową piosenkę" - wspominał.

Płonąca mapa działała na wyobraźnię i spowodowała swoistą modę na wygłupy ówczesnych nastolatków, którzy osobom czytającym gazety w miejscach publicznych podpalali rozpostarte płachty - nazywało się to "robieniem bonanzy". Na bazarach można było kupić lusterka z portretami Cartwrightów na odwrocie - kieszonkowe lusterko było wówczas obowiązkowym atrybutem młodego eleganta.

Jeżdżące po polskich torach od 1972 r. bezprzedziałowe wagony typu 120A kolejarze nazywali "bonanzami". Liczba knajp i barów opatrzonych szyldem "Bonanza" szła w dziesiątki, jeśli nie setki - jednym z bardziej znanych i "kultowych" był bar "Bonanza" na Dworcu Fabrycznym w Łodzi.

W 1971 r. "Bonanza" wyróżniono nagrodą Emmy - otrzymał ją Edward Rose za muzykę. Jednak autorami motywu przewodniego towarzyszącego czołówce każdego odcinka byli Jay Livinston i Ray Evans. W serialu utwór ten pojawiał się jedynie w wersji instrumentalnej, do tej muzyki napisano jednak kilka tekstów. Jedną z powstałych w ten sposób piosenek miał w swoim repertuarze gwiazdor country Johnny Cash.

Po zagraniu w 201 odcinkach, w 1965 r. z roli Adama zrezygnował Pernell Roberts. "Roberts powiedział, że miał dosyć tego bęcwała w wieku lat około trzydziestu, który wciąż siedzi w domu rodzicielskim i pyta starego, co robić dalej" - relacjonował "Przekrój".

Naprawdę urodzony 18 maja 1928 r. aktor skończył już 37 lat, i - jak miał powiedzieć w jednym z wywiadów cytowanych na powstałej w 2014 r. stronie ponderosa.cba.pl - "myślałem, że będzie to wyszukany serial; niestety nigdy nie przekroczył poziomu komiksu". "Przez pierwsze trzy lata walczyłem ze wszystkimi – wreszcie zdałem sobie sprawę, że tylko marnuję swój czas. Wszystko było robione pod egidą efektywności. Scenariusze były mielone jak kiełbasa, przekazywane w nocy przed kręceniem scen. Nie było żadnego czasu na próby, dla rozwoju, dopracowania postaci. Był to kiepski sposób pracy" - wyjaśniał.