Robert Biedroń liczy na 10 proc. i chyba nawet nikt tego specjalnie nie ukrywa. Jako żywo jeszcze nie mieliśmy w naszym kraju prezydenta wybranego z poparciem 10 proc. Nie widzę też jakiejkolwiek płaszczyzny, na której mógłby on rywalizować z urzędującym prezydentem. Tylko trochę lepiej wypada Władysław Kosiniak-Kamysz – stara się zmienić wizerunek PSL i niespodziewanie odniósł sukces polegający na tym, że ludowcy nie zniknęli ze sceny politycznej. Konfederacja po kilku tygodniach prawyborów, które były obiektywnym sukcesem, wybrała człowieka obecnego w polityce od 20 lat, który ma wykształcenie na poziomie Lecha Wałęsy i nigdy nie odniósł żadnego sukcesu. Stawkę partyjniaków uzupełnia Szymon Hołownia, o którym tylko wiadomo, że startuje. Możliwe, że to on zaskoczy wszystkich, ale na razie nie widać jego specjalnej aktywności. Na chłodno więc, w porównaniu do prezydenta Andrzeja Dudy, żaden z kandydatów nie ma zalet. Oczywiście to tylko kalkulacje, które w polityce czasami biorą w łeb i wynoszą na piedestał polityczny starych komuchów, elektryków, osoby gubiące się na czerwonym dywanie czy te totalnie znikąd. Dla Polski byłoby lepiej, gdyby wybory rozstrzygnęły się już w pierwszej turze. A z pewnością taniej.