Formułowane przez Trumpa groźby wprowadzenia ceł na kluczowy unijny towar eksportowy spotykają się z krytyką ze strony przedstawicieli UE i firm, które są czołowymi pracodawcami we Wspólnocie. Biały Dom kilkakrotnie odkładał decyzję dotyczącą wprowadzenia cła na samochody z UE.

„Liczymy na to, że uda nam się dojść do porozumienia z Europą. A jeśli tego porozumienia nie będzie, to my z pewnością poważnie to rozważymy”

– powiedział Trump na 50. Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, odnosząc się do ceł.

Wcześniej w styczniu „Washington Post” poinformował, że administracja Trumpa zagroziła wprowadzeniem 25-procentowych ceł na samochody importowane z Europy, jeśli Wielka Brytania, Francja i Niemcy nie oskarżą formalnie Iranu o złamanie porozumienia nuklearnego z 2015 r.

Dzień przed publikacją artykułu wspomniane trzy kraje uruchomiły mechanizm rozstrzygania sporów wokół realizacji zawartego w 2015 roku układu, co oznacza formalne oskarżenie Iranu o naruszenie jego postanowień. Strona irańska skrytykowała ten krok.

USA podpisały już porozumienia handlowe z Japonią i Koreą Południową, które mogą odroczyć wprowadzenie taryf na samochody eksportowane przez te kraje, ale rozmowy z UE w tej sprawie na razie nie przyniosły przełomu.

Trump wielokrotnie groził nałożeniem ceł na europejskie samochody importowane do USA; prezydent od ponad roku zapowiada, że podejmie takie kroki. Komisja Europejska ostrzega, że jakiekolwiek działania zmierzające do wprowadzenia dodatkowych ceł na europejskie auta importowane do USA spowodują retorsje.

W październiku 2019 r. koncern BMW, który jest od pięciu lat największym eksporterem samochodów do USA pod względem wartości sprzedawanych pojazdów, ostrzegł przedstawicieli amerykańskiej administracji, że rozkręcanie globalnej wojny handlowej może zagrozić fabryce BMW w Spartanburgu (Karolina Południowa), która sprzedaje za granicę 70 proc. swojej produkcji.