Gdy Franz Maurer wychodzi po 25 latach z więzienia, nie ma się gdzie podziać. Był wieloletnim funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa, a dziś z zatroskaną miną szuka płatnego zajęcia i darmowego noclegu. Od pierwszych minut seansu trzymamy kciuki, by facet z krwią na rękach polskich bohaterów, a później polskich gangsterów, znalazł pracę. Choćby nielegalną i choćby krwawą.

Okazja nadarza się, gdy syn Morawca znika w tajemniczych okolicznościach. Ekipa starych wyjadaczy (Linda, Pazura i Frycz) rusza do akcji, by wypełnić to, co w tytule filmu ma sugerować hasło: „W imię zasad”. Trop prowadzi do komisariatu policji, na którym pracują młodzi policjanci. Tych trudno byłoby odróżnić od zwykłych bandytów. Szybko okaże się, że „pracujący” w kilkuosobowym zespole starzy ubecy są więcej warci niż zastępy wyszkolonych w tak zwanej wolnej Polsce policjantów.

Jaki piękny relatywizm – rzec by można. Naturalnie podział na dobrych i złych nie jest do końca jasny i po obu stronach są wyjątki. Jak w każdym filmie akcji. To oczywiste. Ale oczywiste jest też to, że Pasikowski nie schodzi z drogi wybielania polskich antybohaterów. A powtarzane przez Morawca zdanie: „Co ja takiego zrobiłem?”, z jednej strony trochę go ośmiesza, z drugiej – ma bagatelizować przeszłość „psów”. W zestawieniu z postawą młodych policjantów, którzy bywają gorsi od tych, których ścigają, starzy, poczciwi ubecy wydają się superbohaterami. Na czele z niemal posągowym Franzem Maurerem.

Ubeckiej, odrażającej i krwawej przeszłości bohaterów „Psów” nie da się wymazać, bez względu na to, jak dziś gimnastykować się będzie Władysław Pasikowski. To ten sam reżyser, który na resortowe zamówienie z wielkim wyczuciem potrzeb widza niszczył etos Solidarności i rozróżnienie na bohaterów i ubeków. Na ofiary i ich morderców. Myślę m.in. o scenie z „Psów” sprzed lat, w której ubecy niosą swojego pijanego do nieprzytomności towarzysza, śpiewając „Janek Wiśniewski padł”. Tę scenę wymyślił Goebbels stanu wojennego, Jerzy Urban, lub ktoś o podobnej zbrodniczej inteligencji.

Moralny „psi” miszmasz podano znów w bardzo atrakcyjnej formie. Realizacja „Psów 3. W imię zasad” jest na wystarczająco dobrym poziomie, by widz kina akcji czuł się usatysfakcjonowany. Kontynuacja wątków z poprzednich części, jak choćby pojawienie się Angeli, ucieszy fanów serii. Zastanawiam się tylko, jak to jest możliwe, że Franz po 25 latach odsiadki doskonale wiedział, jak obsłużyć smartfon.