Poniżej kilka przykładów z różnych stron świata.

USA – korektorzy wrażliwości

Najnowszy wynalazek amerykański to korektor wrażliwości. Chodzi o zupełnie nowy zawód, za którym może kryć się koniec literatury. Wydawnictwa zaczynają zatrudniać do czytania rękopisów autorskich osoby ze środowisk rozmaitych mniejszości, które oceniają, czy dany utwór „nie narusza wrażliwości środowiska”, które reprezentują. Tacy recenzenci zabezpieczają wydawnictwa przed ewentualnymi atakami i procesami.

Poza normalnym recenzentem literackim, który ocenia teksty pod względem formy, poziomu i atrakcyjności, wynajmowani są recenzenci różnych wrażliwości, od Afroamerykanów po mniejszości seksualne, którzy dokonują oceny politycznej poprawności. Usługa nie jest droga. To tylko równowartość 250 euro.

Tylko czekać, że moda się upowszechni i wszystkie manuskrypty zaczną przechodzić przez tego typu cenzurę. „Czytniki wrażliwości” mają zidentyfikować „obecność stereotypów, stronniczych przedstawień, a nawet rasizmu” po to, by je z tekstu przed drukiem usuwać. Aby uniknąć oskarżeń o seksizm, rasizm, homofobię i inne podobne współczesne grzechy główne, wydawcy, a także autorzy zatrudniają takich „recenzentów”.

Ciężki kretynizm zaprowadził nawet współczesnych tropicieli stereotypów do krytyki książek J.K. Rowling i jej serii o Harrym Potterze. Autorka została oskarżona o rasizm za zawłaszczenie w fabule indiańskiej legendy, bo nie skorzystała z usług korektora wrażliwości. Inna nazwa takiego zajęcia to detektor punktowy.

Nazwy nowego zawodu brzmią może i ładnie, ale od wieków taki zawód nazywano po prostu cenzorem. Cenzura była też rzeczą wstydliwą. Obecnie awansowała niemal do zawodu użyteczności publicznej. Cenzura ma to do siebie, że jej czarna księga szybko poszerza się o kolejne rozdziały. Teraz Afroamerykanie, równouprawnienie kobiet, LGBT, a wkrótce pewnie obrona zwierząt, klimatu czy roślin. Może już trzeba myśleć o drugim obiegu? Tym bardziej że pojawiają się także tendencje do poprawiania wydanej już literatury, by przypomnieć powieść Agaty Christie i zastąpienie „10 Murzynków” tytułem „I nie było już nikogo”, a w Polsce „10 żołnierzykami”. Powieści z przeszłości, według obecnych kryteriów, ociekają przecież rozważaniami homofobicznymi, mizoginizmem, stereotypami rasistowskimi, antysemickimi itp. Tylko czekać na wydania poprawione lub czystki w bibliotekach.

Izrael: Ministrze, zmień poglądy!

Trzy tysiące młodych ludzi wyszło na ulice Tel Awiwu pod tęczowymi flagami, by żądać zmiany poglądów ministra edukacji Rafiego Peretza. Podpadł lobby LGBT stwierdzeniem, że normalna rodzina to mężczyzna i kobieta. Większość demonstrantów stanowili żydowscy licealiści.

Po tym, jak Peretz dodatkowo nazwał „małżeństwa” homoseksualne nienaturalnymi, na placu Rabina w Tel Awiwie pojawili się zwiezieni autokarami uczniowie szkół średnich, bardzo często w towarzystwie nauczycieli. Uwagi ministra wywołały lawinę krytyki, zwłaszcza ze strony jego kolegi z rządu, zadeklarowanego homoseksualisty Amira Ohany, który jest ministrem sprawiedliwości. Z kolei burmistrz Tel Awiwu nakazał szkołom w swoim mieście, by w niedzielę rozpoczynały zajęcia od lekcji o tolerancji wobec społeczności LGBT.

Żądano zmiany. Jedna z organizatorek protestów, 16-letnia Hila Koren, mówiła mediom: „Myślimy o naszej przyszłości”. Jej zdaniem politycy i ministrowie muszą reprezentować społeczną różnorodność. Rzeczywiście będzie to przyszłość ciekawa… Protestujący wyjaśniali jednak, że nie chcą wcale dymisji Peretza, ale... zmiany jego poglądów. Podobno kiedy minister oświaty definiuje model heteroseksualny jako normalny, to zaprzecza edukacji uczniów w zakresie tolerancji i szacunku dla innych.

Manifestacje zostały wsparte przez związki nauczycielskie. Ich przedstawiciel stwierdził, że jest dumny z rad uczniowskich w kraju i z ich obywatelskiego zaangażowania oraz wysokiej moralności. Najwyraźniej lewicowość związków nauczycieli to już światowy standard.

Francja – Paryż cenzuruje reklamy pro-life

Próba ocenzurowania przez merostwo Paryża kampanii społecznej stowarzyszenia Alliance VITA miała finał w sądzie. W metrze i na dworcach kolejowych pojawiły się billboardy z wizerunkiem ojca, matki i dziecka oraz podpisami w rodzaju „społeczny postęp polega na szanowaniu ojcostwa” i w kolejnych wersjach „na szanowaniu macierzyństwa” i „szanowaniu życia”. Socjalistyczna mer miasta Anne Hidalgo poczuła się jednak zszokowana i uznała to za skandal, chociaż zdjęcie na plakacie przedstawiało po prostu zwykłe kobiety, mężczyzn i dzieci.

Hidalgo powiedziała, że jest „głęboko zszokowana i oburzona tą kampanią przeciwko aborcji i PMA” (in vitro dla par lesbijskich). Stwierdziła nawet, że nie można prowadzić takich kampanii w przestrzeni publicznej. Na Twitterze „poprosiła” zależne od merostwa firmy reklamowe ExterionMediaFR i Mediatransports o natychmiastowe usunięcie tych plakatów. Woli tej „demokratki” szybko stało się zadość i jej zapędy cenzorskie ostudził dopiero sąd.

Co ciekawe, o żadnym szoku nie ma mowy, kiedy w paryskim metrze widzimy teraz plakaty z parą całujących się homoseksualistów. Chodzi tu o nową kampanię Netflixa. O ile akcja Alliance VITA nie zawierała estetycznie nic drażliwego, o tyle w przypadku Netflixa mamy wersję niemal pornograficzną. Reklama promuje podręcznik edukacji seksualnej wydany przez ten kanał. Na plakacie podróżujące metrem dzieci mogą sobie oglądać dwóch brodatych mężczyzn całujących się z języczkiem. Inne plakaty pokazują łechtaczki i poplamione krwią podpaski.

LGBT lubuje się w wywoływaniu konfliktów, budzeniu kontrowersji i prowokowaniu. Zidiociałe i lewicowe merostwo Paryża wspiera to lobby od lat, ale przeszkadza mu najprostszy przekaz moralnie pozytywny.

Bretania – bojówki postępu w akcji

We Francji aktywiści LGBT zachowują się już niczym islamiści. Dopóki są w mniejszości, mówią o miłości i tolerancji. Kiedy rosną w siłę, przystępują do jawnych aktów terroru, wprowadzają cenzurę, niszczą swoich oponentów i wprowadzają dyktaturę. Do takich skandalicznych wydarzeń doszło we francuskim mieście Rennes. Konferencja tego samego stowarzyszenia Alliance VITA, które sprzeciwia się nowej ustawie bioetycznej i in vitro dla par lesbijskich, została brutalnie przerwana przez bojówki LGBT. Konferencja poświęcona tematowi „Sens życia” miała być retransmitowana na żywo z Paryża.

Tym razem na wykładzie pojawiła się setka aktywistów LGBT i feministek, którzy wtargnęli do audytorium i przystąpili do jego okupacji. Ataku dokonały feministki z kolektywu „My 35” i działacze LGBT. Interweniowała policja, ale zaplanowany wykład trzeba było odwołać. Bretońskie stowarzyszenia LGBT grożą, że będą blokowały także kolejne retransmisje konferencji. Zażądały nawet od merostwa, by cofnęło pozwolenia na ich organizację i odebrało stowarzyszeniu salę. Kolejne konferencje zaplanowano na koniec stycznia i na 3 lutego. Według żargonu LGBT są to wydarzenia „homofobiczne, seksistowskie i transfobiczne”, co ma uzasadniać akty homoterroryzmu.

Alliance VITA organizuje cykl szkoleniowy „Uniwersytety życia” na tematy związane z bioetyką, rodziną i problemami eutanazji już od kilku lat. Tegoroczny cykl konferencji jest związany z pytaniem o sens życia. Według organizatorów rozbicie spotkania w Rennes to był prawdziwy napad bojówki, łącznie z szarpaniem i biciem organizatorów, używaniem gazu łzawiącego i zniszczeniem wszystkich materiałów szkoleniowych. Jeden z członków AV odniósł lekkie obrażenia. To jeszcze jedna odsłona tym razem europejskiego typu „demokracji” i działającej zawsze w jedną stronę „tolerancji”.

Radykalizacja lewicy to nowy etap permanentnej rewolucji tego środowiska. Od nienawiści klasowej klasycznego komunizmu przeszliśmy przez etap niebezpiecznych zmian kulturowych i destrukcji organicznych więzi społecznych ku nowej formie dyktatury proletariatu, za którą robi teraz postępowa międzynarodówka aktywistów rozmaitych mniejszości.