Szkopuł w tym, że nie wiadomo, na jakiej podstawie IBSP rozdzielił preferencje niezdecydowanych respondentów – mowa o 7 proc. badanych. Co więcej, kieruje nim… były działacz PO, PR-owiec, który pracował w kilku kampaniach polityków Platformy. Jak można było się spodziewać, wynik Kidawy-Błońskiej błyskawicznie rozniósł się po kontach twitterowych posłów PO. Na nic powszechna wiedza o tym, jak IBSP przeszarżował przed eurowyborami, prognozując zdecydowane zwycięstwo Koalicji Europejskiej nad PiS. Nawet Marek Migalski, niedoszły senator X kadencji z ramienia KO, ostrzega kolegów przed nadmierną euforią na podstawie wątpliwego badania – bezskutecznie.