Senat zdecydował o odrzuceniu nowelizacji ustawy reformującej sądownictwo. Procedowanie tego dokumentu było zjawiskiem niespotykanym dotąd w polskim parlamencie. Toczył się bowiem z uwzględnieniem... osób z zagranicy. Na zaproszenie marszałka Tomasza Grodzkiego pojawiła się nawet Komisja Wenecka. Według wicemarszałka Stanisława Karczewskiego, to zjawisko niespotykane. 

- Po raz pierwszy zdarzyło się, że proces legislacyjny został wyniesiony poza granice Polski. Później te rozmowy były dla nas bardzo dziwne, obserwowaliśmy, nie braliśmy w nich udziału. Można było powiedzieć, że to była dyskusja we własnym gronie (...) Powinniśmy we własnym regionie rozmawiać o własnych sprawach, to Polacy powinni tworzyć prawo w Polsce. Nie można wychodzić poza te ramy, ten proces jest kulawy. Wystąpiliśmy do Pana Marszałka i powiedział, że to nic nie kosztuje

- relacjonował Stanisław Karczewski w rozmowie z redaktor Katarzyną Gójską w "Sygnałach Dnia".

Wicemarszałek izby wyższej polskiego parlamentu przyznał, że nie do końca rozumie, na jakiej podstawie wybierani byli "zagraniczni eksperci" do dyskusji o sądownictwie w naszym kraju. 

- Wiemy tyle, że to pan marszałek Tomasz Grodzki zaprosił, a skład był pewnie wybierany poza granicami Polski. Być może przypadkowy, bo nie do końca zrozumiały i w naszej ocenie nie do końca kompetentny. Było to kuriozalne, mamy nadzieję, że po raz ostatni.

- stwierdził. 

W rozmowie z wicemarszałkiem Karczewskim padło więc pytanie: Czy Senat tworzy alternatywną politykę? Gość redaktor Gójskiej odpowiedział twierdząco. 

- Najlepszym przykładem jest powołanie zespołu ds. badania praworządności. Nie było takiego zespołu przez 31 lat Senatu. To prezydium powołało, byłem przeciwny jako jedyny przedstawiciel prezydium. To tworzenie takiego "Trybunału Konstytucyjnego bis". Mówiono mi nieprawdę, że były takie zespoły. Były, ale tylko i wyłącznie nakierowane na jedną ustawę czy jedno zagadnienie

- podsumował.