Biedroń był pytany w TVN24 o wypowiedź szefa SLD Włodzimierza Czarzastego, który na dzisiejszej konwencji Lewicy w Słupsku oświadczył, że "do 1956 r. w PRL było wiele niepotrzebnych morderstw i wiele niepotrzebnych gwałtów".

Kandydat Lewicy na prezydenta odpowiedział, że "nasza przeszłość nie jest czarno-biała". "Wszyscy się z tym zgadzamy, że nie da się jej określić jako czarno-białej. PRL był, jaki był, miał swoje złe strony, ale to dzięki PRL moi rodzice mogli liczyć na jakiś awans społeczny, to dzięki PRL dostaliśmy kawalerkę, w której się wychowywałem, dzięki PRL mogłem iść do szkoły, mogłem się uczyć" - mówił Biedroń. Nie dodał oczywiście, że na kapitalistycznym Zachodzie ludzie mogli liczyć na o wiele potężniejszy "awans"...

Polityk stwierdził również, że w czasach PRL status społeczny, zawodowy i materialny wielu osób uległ poprawie. "Te wielkie programy budowy szkół - one były realizowane w PRL. To była dobra strona PRL, obok tych wszystkich złych" - wskazywał.

Ocenił, że nie da się rozpatrywać historii Polski w czarno-białych barwach, co, jak stwierdził, próbuje robić PiS.

Dopytywany, czy akceptuje język Czarzastego oraz czy mogą być "potrzebne morderstwa i potrzebne gwałty", odpowiedział, że "każde morderstwo i każdy gwałt w ogóle nie powinny mieć miejsca". Pytany, czy powtórzyłby słowa szefa SLD Biedroń, odpowiedział, że "nigdy nie powtarza takich słów".

Dodał jednak, że rozumie retorykę Czarzastego. "Próbuje on bronić się przed nagonką, którą wobec niego i środowisk związanych z SLD próbuje stosować PiS. To jest próba tworzenia świata czarno-białego, który nigdy nie istniał" - mówił Biedroń.