Widać, że nie chodzi tu tylko o Polskę, ale o cały region, który wymknął się spod politycznej i gospodarczej kontroli. Ci sami europosłowie: socjaliści, komuniści, liberałowie, zieloni i „ludowcy” (tam, gdzie PO i PSL), którzy żądali debaty o Polsce, odrzucili w poniedziałek wniosek, aby prowadzić debatę na temat pobicia przez żandarmerię w Paryżu sędziów sądu apelacyjnego, i to w jego gmachu. Widać, że w PE królują podwójne standardy, a rządzi hipokryzja. A co wynika z „naszej” debaty? To samo, co z poprzednich, czyli jak śpiewała Edith Piaf: „rien” – „nic”. Rezolucja PE nie jest wiążąca dla kogokolwiek, nie ma żadnych formalnoprawnych skutków. Na sali podczas debaty było może 6–7 proc. wszystkich europosłów (!). Pogadali, zagłosowali i poszli. Nie powiedzieli tylko tego, co najważniejsze: że tak naprawdę chodzi o ograniczenie konkurencyjności Polski.