Czy w Pana ocenie marszałek Senatu Tomasz Grodzki poprzez konsultacje zagraniczne ustawy sądowej – mam na myśli zaproszenie i spotkanie z Komisją Wenecką – naruszył autonomiczność działań legislacyjnych Senatu?

Pan marszałek z pewnością poszerza zakres funkcjonowania Senatu. Senat i jego marszałek oczywiście uczestniczą w polityce zagranicznej, którą my nazywamy „parlamentarną”. Jego poprzednicy również to robili, ale Grodzki znacznie wszedł w kompetencje tych organów, które są powołane do prowadzenia polityki zagranicznej. Grodzki – można powiedzieć – stał się „pocztylionem” opozycji w polityce międzynarodowej i my nie zamierzamy tego znosić. Oczywiście będziemy mocno także na płaszczyźnie międzynarodowej akcentować to, że marszałek Senatu nie ma takich kompetencji, jakie próbuje sobie przypisać.

Komisja Wenecka wydała niekorzystną opinię na temat ustawy sądowej. Czy w jakiś sposób ta opinia będzie wiążąca dla większości sejmowej i czy PiS będzie się z nią liczyło?

Wiążąca nie jest dla nikogo, bo to jest tylko opinia. Będziemy się z nią liczyć w takim zakresie, w jakim w opinii publicznej i europejskiej będzie funkcjonować jej zdanie. Oczywiście, w Polsce funkcjonuje przekonanie, że opinia Komisji Weneckiej jest ważna lub znacząca w polityce międzynarodowej, a tak nie jest. W Europie mało kto wie, że coś takiego jak Komisja Wenecka w ogóle istnieje – mam na myśli przeciętnego obserwatora życia politycznego. To jest gremium raz – doradcze, dwa – powiedziałbym jednak niespecjalnie kompetentne. Jakiś czas temu spotkałem się z delegacją Komisji Weneckiej, która przyjechała do Polski na zaproszenie naszego rządu, i tak się stało, że zostałem zobowiązany do spotkania z tym gremium, które składało się z kilku osób, ale tylko jedna z nich miała pojęcie, o co chodzi. Odnosiłem wrażenie, że pozostali tylko podróżują sobie po Europie, niezbyt przejęci swoją rolą i nieszczególnie posiadający jakąkolwiek wiedzę na temat, o którym mieliby wydać opinię.

Czy większość sejmowa i rząd pod naporem zarówno unijnych organów, np. Komisji Europejskiej i opozycji, nie cofną się i dokończą reformę wymiaru sprawiedliwości?

Kiedy odbywał się Marsz Tysiąca Tóg, to na pl. Krasińskich była też druga manifestacja pod hasłem „Ani kroku wstecz”. Myślę, że to w jakimś sensie nas obliguje i w nieskończoność nie możemy tego przewlekać, licząc się z rozmaitymi narzekaniami i krytyką bądź instytucji europejskich, bądź środowisk, które są bezpośrednio zainteresowane tym, żeby nic się nie zmieniło albo wręcz „żeby było tak, jak było”, czyli powrotem do złotych czasów rozkradania Polski. Dla mnie jest to zobowiązanie do tego, żeby reforma wymiaru sprawiedliwości została dokończona.

Pojawiają się coraz to nowi byli pacjenci Tomasza Grodzkiego, którzy twierdzą, że kiedy prof. Grodzki pracował jako lekarz, przyjmował od nich łapówki. Niektórzy upublicznili swoje dane i wizerunki, zaś reszta świadków znana jest prokuraturze. Czy w związku z tymi zarzutami wobec prof. Grodzkiego w PiS jest oczekiwanie, aby marszałek Senatu podał się do dymisji?

To jest oczywiste, ale musimy poczekać na formalne wyniki śledztwa. Łatwo jest powiedzieć cokolwiek do gazety, nawet pod imieniem i nazwiskiem, nie ponosząc z tego tytułu konsekwencji. Grodzki wprawdzie grozi, że będzie spotykał się z takimi osobami na drodze sądowej, ale na razie nie ma takich przypadków. Poczekajmy. Myślę, że jeśli jest to tak ważna osoba w państwie, a na dodatek prof. Grodzki stara się odgrywać tak istotną rolę w polityce międzynarodowej, to konieczne jest oparcie zarzutów na rezultatach formalnego śledztwa.

Wśród komentatorów pojawiają się opinie, że prof. Grodzki jako marszałek Senatu to niejako prezent dla PiS, bo przypomina Polakom, jak rządziła i zachowywała się PO. Czy zgadza się Pan z taką tezą?

Po pierwsze – działania marszałka jednak kompromitują opozycję, ponieważ opinia obserwuje te próby dezawuowania państwa polskiego czy w ogóle większości parlamentarnej przez marszałka Senatu. Po drugie – opinia publiczna jest bardzo wyczulona na takie przypadki, z którymi ogromna liczba Polaków w swoim życiu się spotkała, czyli z koniecznością nieoficjalnego zapłacenia za coś, co jednak się należy bez dodatkowych opłat. Jeżeli zarzuty się potwierdzą, to kompromitacja będzie ogromna. To, że opozycja się upiera, by Grodzki pozostał na stanowisku marszałka i że wszystko jest w porządku, jest jednak zabójcze dla społecznego odbioru opozycji.

Cała rozmowa Lidii Lemaniak z Ryszardem Terleckim ukazała się w weekendowym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie".