Reżyser Jay Roach w dużej mierze oddał bowiem walkowerem niemal całą część dotyczącą powodów, dla których Fox News zdobył tak wielką popularność wśród Amerykanów (zwłaszcza zwolenników Republikanów). Kilka przesłanek, które sugerują twórcy "Gorącego tematu" to droga na skróty - nie da się opowiedzieć o sukcesie Ailesa i jego stacji wyłącznie z perspektywy pokazywania nóg telewizyjnych prezenterek, a tak film wydaje się tłumaczyć fenomen Foxa. 

Rezygnacja z nakreślenia politycznego, a w zasadzie również społecznego tła historii o Fox News sprowadza film do (tylko i aż) historii o molestowanych przez ekscentrycznego Ailesa (w tej roli John Lithgow). Roach nieźle oddaje klimat milczenia, zagryzania zębów i korporacyjnej infamii, jaka dotyka tych, spośród ambitnych prezenterek i dziennikarek, które nie chcą robić kariery przez łóżko lub inne dwuznaczne dowody na lojalność, jakiej domaga się szef stacji. Jednak już próba złamania układu - koniec końców skuteczna - potraktowana została w filmie nieco po macoszemu, bez głębi (psychologicznej, społecznej, mentalnej), którą widać choćby w serialowej opowieści o Fox News. Trochę szkoda, bo jeśli "Gorący temat" przedstawia się jako wytłumaczenie tego, skąd wziął się ruch #MeToo, to twórcy idą tutaj po linii najmniejszego oporu: jakby wiedząc, że przecież widz i tak wszystko rozumie, wie i może się domyślić.



Dużym plusem filmu są aktorskie kreacje - tercet dziennikarek, które reprezentują kolejne pokolenia wchodzące w świat mediów, tworzy bowiem ekstraklasa artystyczna. Charlize Theron jako Megan Kelly, która trafia w pewnym momencie kampanii wyborczej na celownik Donalda Trumpa świetnie oddaje dylematy, jakie pojawiają się na styku świata mediów i polityki, a także życia rodzinnego. Z kolei Nicole Kidman wcielając się w postać Gretchen Carlson, która uruchomiła lawinę oskarżeń, jaka zdmuchnęła Ailesa ze stworzonej przez niego stacji oraz Margot Robbie (zapamiętana przez widzów m.in.  jako żona Romana Polańskiego z ostatniej produkcji Quentina Tarantino) jako młoda dziennikarka Kaya Pospisil to dwie strony tego samego medalu. Choć dzielą ich dziesiątki lat doświadczenia medialnego i życiowego, to końcowa (choć nieco banalna) puenta pokazuje, że wspólny mianownik ich historii nie musi oznaczać bliźniaczej drogi i popełnianych błędów. 

Wobec "Gorącego tematu" łatwo wytoczyć też działa polityczne: to film mocno krytykujący Trumpa, wytykający mu nieokrzesanie, chamskie odzywki, wreszcie brak elementarnej kultury, a zarazem kreślący ekipę Hillary Clinton i Demokratów jako strażników dotychczasowego świata, w którym królować miały duże wartości i tolerancja, a nie cynizm i pragmatyzm do bólu. Bajka? Zapewne, same dzieje klanu Clintonów są tego potwierdzeniem, co nie zmienia faktu, że oburzające historie rodem z Foxa wywołały tak duże turbulencje, że z sań musiał zostać zrzucony nawet Ailes jako twórca swojej stacji. Gorzką i ponurą puentą mogło być jedynie to, że suma odpraw, jakie otrzymał przy odejściu z Fox była porównywalna (a nawet większa) niż odszkodowania, jakie stacja wypłaciła ofiarom molestowania. 

Siłą rzeczy film nie ma tylu możliwości - technicznych, czasowych czy fabularnych - co serial, niemniej jednak "Gorący temat" Roacha to tylko zasygnalizowanie ciekawej historii, która o wiele lepiej została opowiedziana w serialu "Na cały głos". Być może po prostu tak złożone i wielopiętrowe wydarzenia jak siła Ailesa i jego stacji, a z czasem wychodzące ponure tło jego sukcesu, wreszcie oskarżenia pod jego adresem, trudno przelać na duży ekran.  "Gorący temat" to raczej publicystyczna pigułka - zapewne nie bez powodu wchodząca na ekrany w roku wyborczym - a nie epicki film mający ambicje powiedzieć widzom coś ponad czasowego. Niemniej jednak produkcję Roacha ogląda się nieźle, a niespełna dwie godziny mówią nam całkiem sporo o mediach i polityce w Stanach Zjednoczonych. Nawet jeśli momentami mocno jednostronnie, to z pewnością jednak film zostawia w widzach kilka refleksji na temat życia publicznego. A to już spora wartość, co nie zmienia faktu, że po bardziej złożony obraz tej samej historii trzeba sięgnąć do serialu "Na cały głos" - film to tylko (albo i aż) sklecone streszczenie. 

"Gorący temat" od dziś w kinach.

Ocena: 6/10