Posłowi Jarosławowi Sachajko udało się zebrać wszystkich w jakikolwiek sposób zaangażowanych w los zwierząt. Mieliśmy więc i aktywistów, którzy walczą o dobrostan, ale również i panią skazaną za znęcanie się nad psami. Była liczna reprezentacja biznesu futrzarskiego, jak i przedstawiciele Otwartych Klatek. Dyskusja zespołu szybko zamieniła się w groteskę. I tak pan z lobby drobiarskiego przekonywał, że kury są najszczęśliwsze w klatkach. Była gwiazda Samoobrony Renata Beger chwaliła się, że ma grube koty i to oznacza, że są zadowolone. Ktoś inny miał pretensje, że ekolodzy nie wąchają ziemi. Poseł Robert Winnicki stwierdził z kolei, że zna się na ekologii, bo w szkole brał udział w… kółku ekologicznym. Było też o ekoterrorystach, ekologizmie i niemieckim zwalczaniu konkurencji. Na spotkaniu tego zespołu spełnił się więc koszmar człowieka racjonalnego.

Futrzarze chowają się za plecami rolników, którzy dodatkowo stawiają się na pozycjach prawicy i obrońców normalności. Przesunięcie debaty na ten poziom i wprowadzenie prostego dualizmu sprawia, że ludzie znęcający się nad zwierzętami oraz ci, którzy żyją ze zrywania skór, znajdują obrońców w tych, którzy po prostu nie zgadzają się z ekstremalną głupotą Sylwii Spurek i prof. Magdaleny Środy. Nie prowadzi to do niczego dobrego. Tak jak oglądanie Jerry’ego Springera. Realny spór został zastąpiony przez fikcyjne przedstawienie i ideologiczną debatę.