Nie wiem, co bardziej mną wstrząsnęło: wypuszczenie Zbigniewa S. – gangstera, który groził pozbawieniem życia ministrowi sprawiedliwości i jego rodzinie, odebranie mi prawa głosu w procesie z Lisem i Żakowskim czy może próba uniewinnienia Najsztuba, który potrącił staruszkę. O ile chęć dokopania ministrowi sprawiedliwości czy ewentualnie niżej podpisanemu mogę jeszcze odebrać jako przejaw nieuczciwej walki politycznej przy pomocy sądów, to krycie kogoś, kto skrzywdził anonimowego, bezradnego człowieka tylko dlatego, że sprawca owej krzywdy jest celebrytą, uważam za dno upadku. Nie mam pretensji do wszystkich sędziów, bo wielu jest naprawdę przyzwoitych, ale jako środowisko nie są w stanie przeciwstawić się ekstremalnym wybrykom swoich kolegów. Wraz ze światem politycznym tworzą system paramafijny, chroniący członków tego samego układu i niszczący jego przeciwników. Bez względu na wsparcie takich działań z ośrodków zagranicznych społeczeństwo nie jest w stanie tego tolerować.

Jeszcze ciekawej wygląda sytuacja opozycji. Już sam fakt, że Konfederacja głosuje niemal nieustannie razem z partią Biedronia (przebija ich jedynie w prorosyjskości), a PSL, Kukiza i PO nie da się już odróżnić, pokazuje, że ideologii raczej nie ma tu żadnej. Prawdziwym testem dla opozycji jest afera marszałka Grodzkiego. Dla człowieka mającego odrobinę życiowego doświadczenia sprawa jest oczywista. Upada kompletnie autorytet Senatu, a broniąca go od lewa do prawa opozycja zamienia się w klan tolerujący najohydniejsze zachowania. Chyba tylko brak jasnego przywództwa w opozycji powoduje, że nikt nie jest w stanie poprosić tego nieszczęśnika o dymisję. Zapłacą za to gigantyczną cenę, a im dłużej to trwa, tym trudniej będzie im wrócić kiedykolwiek do władzy. 

Można powiedzieć, że sytuacja jest idealna dla rządzących, bo twarzą oporu przeciw sprawującym władzę stał się człowiek, który dzisiaj jest jednocześnie symbolem korupcji.

Problem w tym, że na dłuższą metę to bardzo niszczy państwo. Można się tylko modlić, by wśród różnobarwnej opozycji trafił się ktokolwiek, komu jeszcze to leży na sercu.