Po drugiej stronie w mediach pojawiły się nieliczne głosy nakazujące wstrzemięźliwość w ochach i achach pod adresem polskiej szkoły, bo naiwnością jest postrzeganie jej tylko przez pryzmat wyników nawet najlepiej zredagowanych testów. W jednym z wywiadów doświadczony nauczyciel, który obserwował z bliska, jak funkcjonuje szkoła w Finlandii, zestawiając polską szkołę z tamtejszą, użył na określenie rodzimej słowa: „skansen”. Nie wdając się w polemikę z autorem tej opinii, należy mu oddać, że ma rację, twierdząc, że brakuje całościowej wizji polskiej szkoły.

Jaka edukacja?

Międzynarodowe badania PISA potwierdziły, że polscy 15-latkowie są w światowej czołówce i nie jest to powód do zmartwienia. Pytanie, czy polska szkoła nie powinna przewartościować myślenia o nastawieniu na wyniki. Jeśli mierzylibyśmy jej jakość tylko przez pryzmat wyników, za wzór trzeba by postawić szkołę chińską, w której wszystko jest podporządkowane efektom. Powielanie tego lub zbliżonego doń modelu wydaje się drogą donikąd. A niestety takie podejście często obserwujemy wśród dyrektorów szkół, którym zależy na pozycji szkoły w rankingach, bo to przekłada się na lepszą rekrutację, a czasem decyduje o etatach zatrudnionych w szkole nauczycieli. Należałoby zatem zwrócić większą uwagę na sam proces zdobywania wiedzy i umiejętności, ale tak, by nie zgubić przy tym dobra samego ucznia. Poza tym nie można zapomnieć, że szkoła ma nie tylko uczyć, lecz także wpływać na wszechstronny rozwój osoby, kształtować jej charakter, wychowywać do wartości.

W polskiej szkole należałoby gruntownie przemyśleć, na ile jej program jest dostosowany do wyzwań współczesnego świata. Pojawiają się propozycje, by wprowadzić nowy przedmiot – wiedzę o zdrowiu. Brakuje też w większym zakresie praktycznych zajęć z prawdziwego zdarzenia, na których uczniowie mogliby zdobywać umiejętności przydatne w codziennym życiu, jak zmiana dętki w rowerze, naprawianie, gotowanie itp. Współczesna szkoła za mało miejsca poświęca wiedzy dotyczącej człowieka, relacji, wartości, rodziny itp. Wychowanie do życia w rodzinie, kadłubowe lekcje etyki czy zajęcia fakultatywne z filozofii w szkole średniej tego braku nie są w stanie zaspokoić. Przez kilkadziesiąt lat żadna ekipa rządząca nie była w stanie przywrócić filozofii właściwego jej miejsca, chyba że uznamy, że w interesie polityków nie jest wychowywanie młodych ludzi logicznie myślących, odpornych na manipulację, wykazujących się krytycznym podejściem do rzeczywistości.

Uczeń, ale jaki?

To jedno z najbardziej fundamentalnych pytań, które winno być w centrum zainteresowania szkoły, w gruncie rzeczy jest traktowane trzeciorzędnie. Czy współczesnej szkole chodzi o zaprojektowanie ucznia, który większość swojej aktywności szkolnej i pozaszkolnej koncentruje na nauce? Szkoła, zajęcia dodatkowe w szkole, zadania domowe, zajęcia dodatkowe w domu. Bardzo niewielka przestrzeń na czas wolny, spontaniczność, spędzanie czasu z kolegami i koleżankami – to słabość, którą naocznie obserwuję w praktyce szkolnej od lat. Wielu uczniów jest przytłoczonych swoimi obowiązkami, przypominają zmęczonych życiem dorosłych.

Dziś jednym z najważniejszych, a jednocześnie najtrudniejszych wyzwań związanych z wychowaniem jest adekwatna reakcja na korzystanie przez uczniów z nowoczesnych technologii. Komórki stały się już nieodłącznym elementem szkolnego krajobrazu. Ani rodzice, ani nauczyciele nie do końca zdają sobie sprawę, jak poważnym problemem może być konserwowanie sytuacji, gdy uczniowie najmłodszych klas szkoły podstawowej bez ograniczenia korzystają ze smartfonów w domu i szkole. Są szkoły, w których realizuje się pomysły ciszy medialnej, polegającej na całkowitym zakazie korzystania ze sprzętów elektronicznych.

Nie mniej istotne w myśleniu o uczniu jest bardziej indywidualne spojrzenie na niego, nie jak na tryb w maszynie klasy czy szkoły, ale jak na osobę, która powinna się rozwijać na miarę swoich możliwości. Można sięgnąć po przykłady szkół opartych na modelu edukacji spersonalizowanej, które myślą o uczniu jako osobie i dbają o jego wszechstronny rozwój. Publiczne szkoły zapomniały o doskonaleniu postaw, pracy nad charakterem. Do czego bardzo dobrym narzędziem mógłby się stać tutoring, który polega na opiece tutora nad uczniem i jego rodziną. Tutoring rodzinny mógłby skutecznie zastąpić bezowocne, przeciągane w nieskończoność zebrania klasowe. Indywidualna rozmowa z obojgiem rodziców ma większą wartość niż godziny wywiadówek. Poza tym rozmowa opiekuna z uczniem o szkolnych problemach, pasjach, ale przede wszystkim wspólna praca nad charakterem są jednymi z najlepszych narzędzi wychowawczych, narzędzi, które publiczne szkoły ograniczyły do minimum. W szkołach państwowych wychowanie często niemal wzorowo funkcjonuje na papierze. Program profilaktyczny, wychowawczy, regulaminy dają złudne poczucie wychowawczego bezpieczeństwa. Tymczasem kuleje praca nad tą sferą w szkolnej codzienności.

Jakie relacje?

Wreszcie trzeci obszar, który wymaga gruntownej zmiany, to sfera relacji. Szkoła jest przestrzenią różnorakich relacji: nauczyciel–uczeń, uczeń–uczeń, nauczyciel–rodzic itd. Każda z nich w edukacji publicznej wymaga naprawy. Relacja nauczyciel–uczeń jest ograniczona do minimum na rzecz relacji nauczyciel–klasa. Tymczasem nie jest tajemnicą, że bez dobrej relacji między pedagogiem a podopiecznym nie ma dobrej edukacji. Przywrócenie indywidualnej relacji na właściwe tory wydaje się jednym z głównych zadań szkoły. Coraz gorzej kształtują się też relacje nauczycieli z rodzicami. Dziś są one oparte na dużych roszczeniach rodziców, którzy zamiast szukać współpracy ze szkołą, usiłują zepchnąć na nią większość obowiązków wychowawczych. Dużą wagę do współpracy między szkołą a rodziną przykładają szkoły spersonalizowane. Tu rodzice wręcz mają obowiązek współpracować z nauczycielami, szkoła pomaga w wychowaniu, a nie jak w obecnej praktyce szkolnej wychowuje dzieci za rodziców.

W ostatnich dniach szkoła powraca na medialny piedestał. Już nie strajk włoski, finansowe żądania nauczycieli, ale wyniki światowych testów kompetencji uczniów PISA, a w ostatnich dniach spór o Kartę nauczyciela zaczynają rozgrzewać opinię publiczną, spór, który rozgrywa się w niezdrowej atmosferze, bo zamiast rzetelnej dyskusji nad tym dokumentem, który jest przez niektóre środowiska lewicowe traktowany niemal jak dogmat, zaczyna się narzucać narrację straszenia. Lewica i ZNP próbują walczyć z rządem za pomocą budowania opowieści o złym PiS, które chce odebrać nauczycielom ich przywileje. Istnieje uzasadniona obawa, że debata nad polską szkołą nie pierwszy raz zmieni się w konflikt czysto ideologiczny, który nie prowadzi do żadnych sensownych wniosków. Tymczasem polska szkoła jak kania dżdżu potrzebuje poważnego namysłu nad jej kształtem, wyzwaniami współczesności, programem nauczania czy wizją ucznia, który ma być owocem jej wysiłków.