Wystarczy przejrzeć media społecznościowe, by się dowiedzieć, co większość internautów myśli o tej aferze. Mam oczywiście na myśli realnych użytkowników, a nie fejkowe konta i boty, które zostały celowo utworzone, by być tubą propagandową Platformy Obywatelskiej i jej zwolenników. Z wypowiedzi suwerena jasno wynika, że Polacy mają bardzo złe zdanie o Tomaszu Grodzkim i uważają, że jego wybór na marszałka Senatu był fatalnym posunięciem. Te opinie są związane z szemranymi sprawami finansowymi, z których nie potrafi jasno wytłumaczyć się Tomasz Grodzki, którego internauci opatrzyli przydomkiem „Kopertfild”. Oczywiście chodzi o koperty z pieniędzmi, które przyjmował Grodzki jako lekarz, co było niezgodne z prawem.

Prof. Popiela na celowniku

Jedną z pierwszych osób, która znalazła się na celowniku mediów broniących marszałka Grodzkiego, jest prof. Agnieszka Popiela z Wydziału Biologii Uniwersytetu Szczecińskiego, która pierwsza publicznie ujawniła proceder przyjmowania pieniędzy przez Grodzkiego.

„Masakra. Pan profesor Grodzki kandydatem na Marszałka Senatu. Jak moja mama umierała, to trzeba było dać 500 dolarów za operację. Podobno na czasopisma medyczne. Faktury ani rachunku nie dostałam. Nigdy tego nie zapomnę”. Prof. Popiela dodała, że do tej sytuacji miało dojść w 1998 r. „Jeśli to była fundacja, a ja nie dostałam faktury/rachunku/potwierdzenia wpłaty przez pomyłkę, to chętnie przeproszę. Powinna być dokumentacja fundacji. Prawda nas wyzwoli, jak mówił nasz papież Jan Paweł II. Bardzo w to wierzę” – pisała prof. Popiela, gdy Tomasz Grodzki był jeszcze kandydatem na marszałka.

Z odsieczą pospieszyły media. „Operacja »Grodzki«, czyli 500 plus (dolarów) i inne hejty. »Szczecińska Pawłowicz« sfałszowana przez TVP” – pisał w listopadzie 2019 r. były wicenaczelny „Gazety Wyborczej” Piotr Pacewicz na Oko.press, portalu założonym przez byłych dziennikarzy „GW”. Tezy, które ukazały się w tym tekście, okazały się fantasmagorią redaktora Pacewicza, co nie przeszkodziło jego naśladowcom w powielaniu tego typu wymysłów.

„Prof. Popiela. Szczecińska prof. Pawłowicz” – tytuł z artykułu w tygodniku „Polityka”, który ukazała się w minionym tygodniu, okraszony „odpowiednim” rysunkiem, nie pozostawia złudzeń co to treści tekstu oraz intencji jego autora. Jednym z największych „grzechów” pani profesor są jej konserwatywne poglądy, to, że jest w komitecie budowy pomnika śp. prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego, że była w komitecie jego poparcia, podobnie jak w komitecie poparcie prezydenta Andrzeja Dudy. I oczywiście w tekście „Polityki” pojawił się wątek postępowania dyscyplinarnego, które właśnie zostało wszczęte na uczelni wobec pani profesor za jej wpis na temat mało etycznego zachowania dr. Tomasza Grodzkiego.

To, co można przeczytać w „opozycyjnych” mediach na temat pani profesor Popieli, do złudzenia przypomina doskonale znane frazy wytworzone przez przemysł pogardy, który przez całe lata wykorzystywali politycy PO do ugruntowania swojej władzy.

Obrona ubeka

W ubiegłym tygodniu marszałek Grodzki jako dowód swojej niewinności przedstawił nagranie Tadeusza Staszczyka, byłego pacjenta, do którego rzekomo miał przyjść nieznajomy mężczyzna z propozycją zapłacenia 5 tys. zł za obciążenie Tomasza Grodzkiego. Oświadczenie byłego pacjenta opublikowały portal Onet.pl oraz radio Zet. Bardzo szybko okazało się, że sprawa jest szyta bardzo grubymi nićmi: na oświadczeniu widniały dane osobowe pacjenta Tadeusza Staszczyka – jego PESEL i data urodzenia, co wystarczyło do błyskawicznego ustalenia, kim jest ów świadek niewinności obecnego marszałka Senatu. Okazał się nim były funkcjonariusz Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Szczecinie, który po siedmiu latach służby odszedł z WUBP po rozwiązaniu UB.

Marszałek Grodzki nieprzypadkowo wybrał termin upublicznienia nagrania – było to tuż przed wizytą Komisji Weneckiej, którą sam zaprosił, notabene nie mając do tego żadnego tytułu.

Jednak przekaz, który miał go wzmocnić, okazał się mało wiarygodny. Oczywiście media, m.in. Onet.pl, TVN, „Gazeta Wyborcza” i „Rzeczpospolita”, usiłowały przykryć tę kompromitację, jednak to się nie udało. Tym bardziej że zachowały się akta osobowe Tadeusza Staszczyka, które opublikował portal TVP.Info i z których wynikało, że informacje na temat przeszłości Tadeusza Staszczyka nie przysparzają mu wiarygodności, a wręcz odwrotnie.

Schowany za Senatem

Tomasz Grodzki kreuje się na męża stanu, co wychodzi mu raczej z marnym skutkiem. Na nieszczęście, w tym przekonaniu utwierdzają marszałka Senatu jego zwolennicy w mediach

– Wizyta Tomasza Grodzkiego w Brukseli będzie jego pierwszym testem jako polityka i męża stanu – pisał kilka dni temu Bogusław Chrabota, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”, który doprowadził tę gazetę na skraj upadku wiarygodności. Nie dorastając nawet do pięt swojemu poprzednikowi red. Pawłowi Lisickiemu, Chrabota chce kreować mężów stanu, a jednym z nich ma być właśnie marszałek Grodzki. Jak to wypada w praktyce – widzimy niemal każdego dnia. Tomasz Grodzki, gdy pojawiają się kolejni świadkowie, którzy zeznają o przyjmowaniu przez niego pieniędzy, krzyczy, że jest to atak na Senat. A media w tonie potępienia alarmują: „Dorwać Godzkiego” („Tygodnik Powszechny”) „Grodzki oczerniany” (radio Zet) – co nie ma oczywiście nic wspólnego z rzeczywistością. Informacje, że świadkowie, którzy mówią dziennikarzowi Radia Szczecin Tomaszowi Duklanowskiemu o łapówkach przyjmowanych przez obecnego marszałka Senatu, są anonimowi, są po prostu kłamstwem. Wszyscy zgłosili się do prokuratury, złożyli zeznania i potwierdzili to, co wcześniej mówili dziennikarzowi Radia Szczecin.

Trudno jednoznacznie wskazać, które media wykazały się największą hipokryzją w obronie Tomasza Grodzkiego. Na pewno miejsce na podium zajmują „Rzeczpospolita” i „Gazeta Wyborcza”, która ostatnio alarmowała: „Ktokolwiek chciałby donieść na prof. Grodzkiego, niech się zgłasza – zachęca CBA”.

Dziennikarz szczecińskiego dodatku „GW” Adam Zadworny w dalszej części tekstu w dramatycznym tonie pisze: „CBA straszy odpowiedzialnością karną, ale obiecuje jej uniknięcie osobom, które same się zgłoszą i powiedzą, że dały łapówkę w szpitalu w Szczecinie-Zdunowie. Wiadomo, że chodzi o obciążenie opozycyjnego marszałka Senatu prof. Tomasza Grodzkiego”.

Tymczasem ta sama gazeta w czasie rządów PO-PSL (a także wcześniej), wielokrotnie pisząc o sprawach kryminalnych i korupcyjnych, w pozytywnym tonie podawała okoliczności, które pomogą uniknąć odpowiedzialności karnej w zamian za złożone zeznania.

Właściwie obecne zachowanie „jedynie słusznych mediów” wobec marszałka Grodzkiego nie powinno już budzić zdziwienia – wystarczy przypomnieć teksty dotyczące Stanisława Gawłowskiego czy Krzysztofa Kwiatkowskiego – osób oskarżonych przez prokuraturę. Wniosek jest mało budujący: można być największą kreaturą, łapówkarzem czy złodziejem, ale przynależność do opozycji gwarantuje bezkarność. Przynajmniej w tych mediach, które już dawno zdjęły maski tak zwanego obiektywizmu.