Sobiepańskie konsultacje i zaproszenie zewnętrznych gremiów do ingerencji w proces tworzenia prawa stawia znak zapytania co do elementarnej lojalności pana marszałka wobec własnego państwa i stanowi niebezpieczny precedens swoistych „pytań prelegislacyjnych” godzących w naszą suwerenność. Co ciekawe, sama komisja wenecka w swoich regulacjach przewiduje, że może działać wyłącznie na zaproszenie państw, a nie najbardziej nawet szacownych przedstawicieli opozycji. Dziwi więc aroganckie oczekiwanie weneckich przybyszów, że prywatna wizyta zostanie potraktowana jako oficjalna, a rząd, Sejm i posłowie z dnia na dzień karnie stawią się do dyspozycji. Praktyczne skutki tej turystyki legislacyjnej wyznaczać będzie wyłącznie ilość wypitej kawy i liczba zjedzonych obiadów, bo powaga polskiego państwa, jak widać, marszałka Senatu niewiele zajmuje.