- Oddajemy Tobie szczególnym aktem miłości każdy polski dom i każde polskie serce, aby chwała Twoja nie ustawała w ustach naszych dnia każdego, a zwłaszcza w dniach Twoich świąt […]. Chcemy pamiętać o tym, że Ty jesteś Matką naszej Drogi, Prawdy i Życia, że w Twoim Obliczu Macierzyńskim najpewniej rozpoznajemy Syna Twojego, ku któremu nas wiedziesz niezawodną drogą – tak przyszły błogosławiony zawierzał Maryi swój naród w macierzyńską niewolę miłości. 

Nie bez interwencji z nieba

Księga łask otrzymanych za przyczyną sługi bożego jest pełna udokumentowanych wydarzeń, a przecież tylko jedno wystarczy by zamknąć proces beatyfikacyjny. 

Maria F. cierpiała na ostre owrzodzenie stawów, nerwów i skóry. Nie mogła nawet stać o własnych siłach. Cierpiała ponad rok. Nie pomagały żadne leki. Nogi były coraz bardziej bolesne i nabrzmiałe. Po otrzymaniu modlitwy beatyfikacyjnej Stefana Wyszyńskiego zaczęła prosić go o wstawiennictwo. Po dwóch tygodniach (3.11.1983r.) choroba nie zostawiła po sobie nawet śladu.

- Pod koniec października 1983 roku – pisze prof. dr Antoni G. z Lublina o dolegliwościach swojej żony – w ciągu kilu dni owrzodzenia wygoiły się, ustąpił obrzęk, sączenie i bolesność oraz znikły zmiany egzematyczne na skórze. Mogłem więc wreszcie po półtorarocznym bezskutecznym leczeniu zaprzestać wykonywania codziennych opatrunków. 

Pani Zofia Łukasiewicz, siedemdziesięcioletnia wdowa z Białegostoku została za przyczyną księdza prymasa uzdrowiona od nękającej ją przez trzy lata jaskry. 

Zofia K. kierowała do prymasa i Najświętszej Matki modły o uwolnienie uwięzionego z powodów politycznych Jacka Klasa. Młody mężczyzna wrócił do domu i do małego dziecka. – Ksiądz kardynał – mówi kobieta – też był więźniem sumienia i rozumie swoich skrzywdzonych braci. 
Dzieci, którym lekarze nie wróżyli szczęśliwego pojawienia się na świecie, odzyskanie wiary, dar kapłaństwa – łaski mnożyły się i mnożą.

Świadomość obecności Maryi

- Maryjny charakter drogi życia sługi bożego prymasa Stefana Wyszyńskiego – stwierdza metropolita Warszawski Kazimierz Nycz – ma początek w jego osobistej wyniesionej z domu pobożności. Po rozpoczęciu posługi kapłańskiej następnie biskupiej, w miarę narastania zagrożenia i prześladowania kościoła prymas doszedł do przekonania, że cała wspólnota kościelna w Polsce winna się skupić wokół Maryi Królowej Polski obecnej w naszej historii od zarania dziejów. 

Sługa boży często wskazywał na Maryję „obecną pod krzyżem polskiego narodu”. Dobrze pamiętał, że jego poprzednik prymas August Hlond był przekonany, że w konfrontacji narodu z niewolą komunistyczną „zwycięstwo przyjdzie przez Maryję”, bo to Ona wyprasza nam łaskę wierności Chrystusowi. 

Śluby narodu nawiązujące do tych złożonych a nie do końca spełnionych obietnic w czasie potopu szwedzkiego przez Jana Kazimierza miały nawiązywać do Chrystusowego testamentu: oto matka twoja. 

Prymas był głęboko przeświadczony, że te wypowiedziane z krzyża słowa Pana Jezusa, są wystarczającym uzasadnieniem polskiego zawierzenia, zwłaszcza w czasie totalitarnego naporu. W jednym ze swoich kazań mówił: „[…] chcemy ubezpieczyć w macierzyńskich ramionach Maryi wiarę narodu i Kościół święty […] i wszystko co Polskę stanowi oddać w macierzyńską miłującą niewolę Maryi, aby przez tę ufną i radosną ofiarę wyprosić kościołowi soborowemu obecnemu w świecie współczesnym wolność i możliwość wypełniania jego zadań w świecie i w naszej ojczyźnie”.
Z Matką Najświętszą ksiądz prymas wiązał nie tylko własne losy, ale także koleje życia duchowieństwa i wiernych. W końcu powiedział: jestem dzieckiem tego narodu, które uważa, że jego matką jest Święta Boża Rodziciela, Święta Boża Karmicielka. 

Nawiedzenie Matki Bożej

14 maja 1957 roku ksiądz prymas osobiście zawiózł do Rzymu kopię obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej namalowanej według życzenia głowy kościoła polskiego na lipowej desce przez malarza Torwita. Kopia poświęcona przez papieża wróciła do Polski by rozpocząć peregrynację po wszystkich parafiach. 

Ideę nawiedzenia Stefan Wyszyński sprowadzał do trzech zasadniczych punków. Po pierwsze jest to jakby odpowiedź Matki Bożej na śluby złożone na Jasnej Górze w dniu 26 sierpnia 1956 roku. Po drugie jest to także widomy znak przyjęcia naszych moralnych zobowiązań i wiara w przyjście nam z pomocą w ich realizacji. Wreszcie jest to także znak jedności z Ojcem Świętym, który pobłogosławił obraz. Jasną Górę przyszły błogosławiony nazywa „opoką opatrznościową dla Polski”, ale dostrzega też inne sanktuaria i ich znaczenie w życiu religijnym kraju nazywając je „strażnicami Bożymi”. Sam koronuje wiele cudownych obrazów i figur Matki Bożej. 

W czasie spotkania z kapłanami posługującymi w tych „strażnicach” zwierzchnik polskiego kościoła wyjaśnia teologię tych miejsc, gdzie „Bóg przez Maryję ujawnia swoją obecność i działanie”. – Chodzi bowiem o to – tłumaczy – aby pielgrzymów nie tylko dobrze przyjąć, powitać, wyspowiadać, rozgrzeszyć i pouczyć. Powinni oni wrócić do swoich domostw z konkretnymi zadaniami do wykonania. W ten sposób sanktuaria stają się żywymi ogniskami kultu maryjnego i ośrodkami pracy duszpasterskiej promieniującymi na cały kraj.

W ten właśnie sposób misja maryjna Sługi bożego obejmuje nas wszystkich -  naród. W dniu 29 maja 1989 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny prymasa Stefana Wyszyńskiego. Diecezjalny etap procesu dobiegł końca w 2001 roku. Teraz zakończony został tak zwany etap positio, czyli obszernej dokumentacji heroiczności cnót.

Módlmy się byśmy mieli wkrótce tak bliskiego nam orędownika w niebie.

Dziękując Trójcy Przenajświętszej za wielką posługę prymasa tysiąclecia prosimy Króla Wieków, aby nic nie zniszczyło tego głębokiego fundamentu, jaki było mu dane założyć w duszy ludu bożego na całej polskiej ziemi – mówił św. Jan Paweł II wspominając zmarłego.