Dzisiaj w warszawskiej Galerii Delfiny odbyło się spotkanie autorskie Tomasza Sakiewicza, twórcy książki "Pociąg życia. Bajki dla Kostka i Mateuszka".


Było ono połączone z charytatywną aukcją obrazów Darii Kubrak, ilustratorki "Pociągu życia". Dochód z licytacji w kwocie 30 500 zł przeznaczony zostanie na projekty wsparcia dla najmłodszych prowadzone przez Fundację Red is Bad.

Współprowadząca spotkanie Aleksandra Ciejek próbowała znaleźć odpowiedź na pytanie - kiedy Tomasz Sakiewicz znajduje czas na pisanie bajek? Dopytywała także skąd czerpie natchnienie. - To jest naprawdę interesujące. Facet, który na co dzień walczy z wieloma demonami i to nie są smoki „z budkami” tylko inne - mówiła

Naczelny „Gazety Polskiej” i ”Gazety Polskiej Codziennie” odparł żartobliwie, że umiejętność znalezienia czasu jest efektem jego studiów psychologicznych, gdzie uczył się m.in. o zagięciu czasu.

- Jest taki film „Mozart”. On jak sobie wypił i widział jak żona i teściowa na niego krzyczą, to nagle „w głowie” widział, jak one nie krzyczą i śpiewają. I momentami jak patrzę na różne, przedziwne postacie, to mam wrażenie, że przyszedł jakiś obrzydliwy krasnolud. Nagle zaczynam widzieć wymiar tego drugiego człowieka. Nie chce wymieniać przyjaciół, bo się na mnie obrażą, ale weźmy takiego Schetynę, inny wymiar Grzegorza Schetyny, jego uśmiechu, jego funkcjonowania. To jest postać absolutnie bajkowa, taka specyficzna. Mamy takich postaci bardzo dużo, również w naszym życiu osobistym.

- powiedział autor „Pociągu życia”.

Prowadząca przytoczyła fragment jednej z bajek Tomasza Sakiewicza, w której pojawiają się postacie nawiązujące do naszej rzeczywistości: np. Pinokio – znany dziennikarz z telewizji, a także pracownicy sądów. - Jednak widzę, że w bajkach pojawiają się elementy magiczne ze świata dorosłych - zauważyła Aleksandra Ciejek. 

- To był żart na koniec [bajki – red.], bo chciałem jakoś zakończyć i pokazać, że gdzieś tam musimy dojrzeć i ta bajka się kończy tym, że jej bohater poznaje dziewczynę. To jest właściwy moment, bo jak już idą razem za rękę, no to trzeba dojrzeć. Ale to nie znaczy, że bajka się kończy. Można dojrzeć w ten sposób, że się zaczyna „płacić” za życie, „płacić” za różne rzeczy, to jest skasowany bilet.

- mówił publicysta.

Tomasz Sakiewicz zdradził także, która z poznanych w dzieciństwie bajek jest jego ulubioną.

- Bajka Andersena o trzech psach i żołnierzu. Ona była bardzo mądra. W zasadzie to nawet nie wiem, co mnie w niej urzekło. Ona była fascynująca, tam wszystko było możliwe. Przeczytałem bardzo dużo tych bajek

- odparł T. Sakiewicz, dodając, że najczęściej bajki czytała mu babcia.

- Babcia uważała, że należy czytać. Czytała bardzo dużo od dziecka i stała awantura z ojcem była o to, że uważał, że muszę iść spać, a babcia dalej czytała, więc się kłóciła z ojcem.

- dodał.

Autor „Pociągu życia” przypomniał także pewną historię z przedszkola, z okresu swojego dzieciństwa.

- W przedszkolu był jakiś konkurs, miałem wtedy 5 lat i trzeba było opowiedzieć jakąś bajkę. Ja wyszedłem przed wszystkich i - „dziura w mózgu”. To się zdarza, tylko w późniejszym wieku, jak ktoś ma wygłosić jakiś speech. Kompletna „dziura w mózgu”, nie wiedziałem co powiedzieć, bo nagle nie pamiętałem żadnej bajki. I ja po prostu usiadłem i wymyśliłem bajkę. Dzieci potem do mnie przychodziły i pytały: gdzie ta bajka? Chciały ją przeczytać. To była pierwsza przeze mnie wymyślona, nie napisana, bajka. 

- wspominał Sakiewicz.

Aleksandra Ciejek pytała, która z bajek znajdujących się w tomiku „Pociąg życia” jest najbliższa autorowi.

- „Roztrzepany Anioł”. Jest też bajka, którą jako jedyną dedykowałem innemu dziecku. Innemu, niż swoim dzieciom. Matka tego dziecka bardzo ciężko zachorowała i chciałem opowiedzieć trochę o jego sytuacji, wesprzeć go

- opowiadał autor.

Odpowiadając na pytanie o ulubiona bajkę swoich synów, Tomasz Sakiewicz odparł, że jest to bajka, którą napisał na stulecie niepodległości Polski pt. „Czarodziejska skrzynia”.

- Do tej bajki się przyłożyłem, bo tak normalnie pisałem przez dwie, trzy godziny. Akurat wypadało stulecie i wychodziła „Codzienna”, a właściwie „Niecodzienna” i trzeba było też coś dzieciom napisać. Ona jest tak naprawdę o tym, kim jest rycerz. Co jest idealną cecha rycerza. Ta bajka nikogo nie potępia.

- powiedział.

Następnie na prośbę prowadzącej spotkanie Tomasz Sakiewicz osobiście przeczytał tę właśnie bajkę, co spotkało się z aplauzem zebranych gości.

Aleksandra Ciejek zapytała publicystę, co jego zdaniem w bajkach jest najważniejsze.

- Żeby były bajkami. Dzisiaj sprzedaje się dzieciom opakowania, jak w supermarkecie. Bajki przestały być bajkami. Potrzeba tego, żeby świat nie był dziecięcy, tylko, żeby był taki „dorośle przemądrzały”, plus mnóstwo gadżetów do tego. Dzieciom się pakuje do tych bajek mnóstwo agresji, pakuje poprawność polityczną. Próbuje się wprowadzać różne subkultury. To jest dzisiaj pomysł ludzi, którzy sądzą, że jak zrobimy z dzieci dorosłych, albo dodamy trochę gadżetów, to będą świetne bajki. To jest odbieranie im tego świata. Była taka teoria, która uprawiał [w komunistycznej Rumunii – red.] Nicolae Ceaușescu. On zakazał na jakimś etapie wyświetlanie bajek. To nie był jakiś bardzo oryginalny pomysł komunistyczny, bo w tej pedagogice rozważano „wycięcie bajek”. Stwierdzili jednak, że może być dobry Lenin, że jednak bajki mogą się przydać, więc ostatecznie w większości krajów komunistycznych nie zakazano bajek. Natomiast Ceaușescu to zrobił i to było według teorii, że trzeba osadzić dzieci od razu w świecie bardzo realnym i one wtedy będą dobrze funkcjonować, bo nie będą miały złudzeń, nie będą wierzyły w jakieś niestworzone rzeczy, np. nie przyjdzie im do głowy pójść do kościoła. Mam wrażenie, że w dzisiejszych bajkach się robi to samo, tylko się do tego autorzy nie przyznają. Chodzi o to, żeby odebrać dzieciom wielowarstwowość świata.

- ocenił naczelny "Gazety Polskiej" i Gazety Polskiej Codziennie".

Zdaniem Tomasza Sakiewicza odbiera się w ten sposób dzieciom dzieciństwo.

Autor wskazał, że obecnie tępione są nawet takie symbole, jak udający św. Mikołaja krasnal „Coca-Coli”, czy wszechobecne na wystawach sklepowych renifery.

- Jednak renifer z tym Mikołajem z „Coca-Coli” nawiązuje do świąt. Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego był potrzebny taki Mikołaj z „Coca-Coli”, Ameryka jest wielokulturowa. Dzisiaj widać wyraźnie, że sam fakt jakiegokolwiek przypominania świąt, nadaje rzeczywistość mistyczną tym świętom, więc trzeba to wywalić. I tak samo jest z bajkami.

- podsumował Tomasz Sakiewicz.