„Istnieje domniemanie, że pomiędzy wybuchem budynku, a pracami prowadzonymi pod ulicą Leszczynową w Szczyrku istnieje związek” – oceniła na początku briefingu prasowego rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Bielsku Białej prok. Agnieszka Michulec. „To domniemanie, bo w istocie było to tylko domniemanie, stało się zatem faktem” – dodała.

Nadal prowadzone są oględziny na miejscu zdarzenia. Są bardzo trudne. Cały ten teren pokryty jest gruzem, wymaga usuwania krok po kroku. Wyjaśnienie sprawy wymaga szeregu drobiazgowych czynności ze strony prokuratura. Czekamy na ekspertyzy biegłych, którzy pracowali na miejscu. Na wyniki naszej pracy będzie trzeba poczekać

- mówiła.

"Oczekujemy na wyniki sekcji. Te odbywają się dziś, potrwają do jutra. Zgoda na pochówek będzie wydana po ustaleniu tożsamości. Zgodnie z zapewnieniem biegłych, po 2-3 dniach uda się ją ustalić" - wskazała rzecznik prasowa prok. Michulec.

„Miejsce uszkodzenia gazociągu nie będzie ujawnione z uwagi na dobro prowadzonego śledztwa” – odparła na pytanie jednego z dziennikarzy.

Pracujemy nad ustaleniem osób odpowiedzialnych, jednak ta praca wciąż trwa. Nadal nie zakończyliśmy oględzin. Sprawa ma charakter niezwykle złożony. Musimy dokonać szczegółowych analiz. To z całą pewnością potrwa

- podsumowała rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Bielsku- Białej prok. Agnieszka Michulec.

Do tragedii doszło w środę wieczorem. Eksplozja gazu, który prawdopodobnie dostał się pod dom przy ulicy Leszczynowej 6, całkowicie zniszczyła budynek, w którym przebywało osiem osób – w tym czworo dzieci w wieku od 3 do 10 lat. Mimo natychmiastowej akcji ratunkowej, z gruzów wydobyto tylko ciała zmarłych.

Na miejscu tragedii w sobotę nadal pracował prokurator. Wejście na ulicę Leszczynową i w okolice wypadku jest pilnowane przez umundurowanych policjantów, którzy wpuszczają tylko mieszkańców domów przy Leszczynowej. 

Na jednym z kont pomocowych, na które zbierane są pieniądze dla pani Katarzyny, która w wyniku wybuchu straciła syna, członków rodziny i cały dobytek, w dwa dni ponad osiem tysięcy osób i instytucji wpłaciło ponad 377 tys. złotych, chociaż celem zbiórki była kwota 100 tysięcy. Kobieta przebywa w tej chwili u członków rodziny.

Na chodniku przy wjeździe na Leszczynową, obok radiowozu, co kilka minut przechodnie zapalają przynoszone przez siebie znicze.

Władze miasta poprosiły o rezygnację do poniedziałku z organizacji głośnych imprez i rozważają, co można zrobić, by uniknąć podobnych tragedii. "Nie cofniemy tego, co się wydarzyło. Życie musi się dalej toczyć swoimi torami. Teraz najważniejsze, żebyśmy wszyscy wyciągnęli z tego odpowiednie wnioski" - podkreślił burmistrz Antoni Byrdy.