Europejskie Spotkanie Młodych Taizé we Wrocławiu zbliża się wielkimi krokami.

Organizatorzy wciąż poszukują miejsc noclegowych dla uczestników spotkania oraz dla wolontariuszy. Dlaczego warto na te pięć dni na przełomie roku przyjąć pod swój dach pielgrzymów?

Bartosz Mika, wolontariusz przygotowujący ESM, mówi, że dla Wrocławian jest to możliwość poznania innych kultur oraz zobaczenia Kościoła, który z pewnością jest trochę inny niż ten w Polsce. Spotkanie daje zatem okazję do rozmowy i porównania Kościołów: polskiego i tych, o których będą mogli opowiedzieć zagraniczni goście. Jak mówi wolontariusz, korzyści z tej wymiany kulturowej są obopólne.

2 grudnia na jednym z portali społecznościowych organizatorzy podali informację, że poszukują jeszcze prawie 10 tys. miejsc noclegowych. Czasami możne usłyszeć głosy wrocławian, którzy mówią, że nie przyjmują pielgrzymów, bo nie mają odpowiednich warunków. Jednak jak przekonuje wolontariusz, tym, którzy zdecydują się przyjąć pielgrzymów, nie są stawiane wysokie wymagania.

– Jeśli chodzi o warunki, to naprawdę potrzeba prostoty. Ja wiem o tym, że polska gościnność wygląda tak, że chcemy ich jak najlepiej ugościć, żeby spali na łóżku, żeby mieli swoje łóżko, śniadanie i wszystko super, pięknie. To nie chodzi o to. Jak dajemy coś z serca, to możemy dać jak najprościej. Nie musimy tworzyć takiej otoczki wokół wszystkiego. Mnie się wydaje, że to też buduje wspólnotę, jak się na parę dni zamieszka w jednym pokoju w kilka osób z różnych krajów

– mówi „Dodatkowi Dolnośląskiemu” Bartosz Mika.

Z kolei Andrzej Rębisz, który wielokrotnie uczestniczył w spotkaniach Taizé, uważa, że warto okazać się gościnnym i przyjąć pielgrzymów, również dlatego że Polacy wielokrotnie podczas spotkań doświadczali gościny ze strony innych krajów.

– Najwięcej osób spośród młodzieży Taizé pochodzi z Polski i właśnie dlatego powinniśmy się odwdzięczyć za to, że jesteśmy przyjmowani w tak ciepły sposób – uważa Mika.

Wolontariusz z własnych doświadczeń najlepiej wspomina pobyt w Zagrzebiu, gdzie spotkał się z serdecznym przyjęciem, pomimo tego, że, jak podkreśla, Chorwacja to najmniej zamożny z krajów, w których był na spotkaniach Taizé.

Zagrzebianie chcieli spędzać z nami dużo czasu. Nawet ta pani, która nas przyjmowała, miała na sobie sweter, który w latach 80. kupiła w Polsce. Włożyła go specjalnie dla nas. Zostawiała nam klucze od domu, żebyśmy się czuli jak u siebie. Miała bardzo dobre zdanie o Polakach

– mówi wolontariusz.

O swoich wrażeniach ze spotkania Taize we Wrocławiu w 1995 r. opowiada Paweł Kwiatkowski, mieszkaniec Wrocławia.

- Jeden pokój, w którym mieszkałem z siostrą, oddaliśmy gościom; mieliśmy trzy dziewczyny z Niemiec, które były ciekawe nas, a my ich. W tym pokoju, w którym mieszkały, były dwa łóżka – one były trzy, ale bardzo szybko się podzieliły. To było dobre spotkanie. Odbywaliśmy z nimi wartościowe rozmowy, które otwierały nam oczy na rzeczywistość. One były z Berlina, czyli po sąsiedzku, a jednak ten wspólnie spędzony czas pokazał, jak mało wiemy o sobie nawzajem

– mówi Kwiatkowski.
Wolontariusze przekonują także, że nie trzeba się obawiać bariery językowej. W rozmowie z „Dodatkiem Dolnośląskim” wolontariusz Bartosz Mika wspomina swój dawny wyjazd do Taizé, kiedy nie mówił w żadnym języku, i to nie stanowiło problemu.

– Wiedziałem, czego chcę i nie było tej bariery. Przede wszystkim ci ludzie są bardzo przyjaźni, mili, oni rozumieją i wiedzą, że może się zdarzyć, że nikt nie mówi w ich języku, a nawet po angielsku.

Oczywiście w dobie cyfryzacji w komunikacji z gośćmi z zagranicy pomocne mogą być aplikacje i słowniki mobilne. Jednakże wciąż można także skorzystać ze wcześniej przygotowanych tłumaczeń. Na przykład jedna z wrocławskich parafii, wychodząc naprzeciw obawom starszych parafian, przygotowuje minisłowniki polsko-angielskie z najbardziej potrzebnymi na czas spotkania słowami i zwrotami.

Tegoroczne spotkanie Wspólnoty Taizé będzie dobrą okazją do tego, aby okazać polską gościnność i nie przyczynić się do zmiany dobrego zdania, które ma o naszym kraju wielu. Aby tak się stało, jedyne, co trzeba zrobić, to nie bać się otworzyć naszych mieszkań dla młodych, którzy przyjadą na spotkanie do Wrocławia już 28 grudnia. Jak mówią organizatorzy, wystarczą tylko dwa metry kwadratowe na podłodze, a radość z okazania gościnności i wspólnie spędzonego czasu z pewnością będzie dużo większa.


Tekst ukazał się w "Dodatku Dolnośląskim" Gazety Polskiej Codziennie 6 grudnia 2019 r.