Kiedy kilka tygodni temu think tank Polityka Insight podał informację o możliwym starcie Szymona Hołowni w wyborach, sam zainteresowany nie potwierdził rewelacji. Jednak wiele wskazuje na to, że tak się stanie.

Promocja książki czy wyborcze mityngi?

Katolicki celebryta zakończył właśnie pracę nad programem „Mam talent”. Jak sam przyznał, ten etap jego życia skończył się nieodwołalnie. Jednocześnie tajemniczo zaznaczył, że zamknięcie jednego etapu życia jest nowym otwarciem innego. Hołownia dużo jeździł w tym roku po Polsce, oficjalnie promując nową książkę, ale czy był to jedyny powód? Od początku roku odwiedził blisko 200 miejscowości, co wskazuje, że może chodzić nie tylko o jej promocję, lecz  także o prezentację samego siebie. Hołownia budzi raczej pozytywne odczucia, łatwo nawiązuje kontakt, sprawia wrażenie człowieka ciepłego, dobrego. Ma dwie fundacje, które pomagają w kilkunastu krajach.

Część osób zadaje sobie pytanie, po co mu polityka. On sam raczej nie wychodzi poza ogólniki typu: „Myślę o starcie w wyborach, bo uważam te wybory za bardzo ważne” albo „Potrzebny jest prezydent, który będzie zwornikiem wspólnoty i sprawi, że Polska będzie domem dla wyborców PiS i PO”, czy też „Potrzebny jest kandydat obywatelski, spoza układu politycznego”. Hołownia próbuje uderzyć w podobną nutę co Paweł Kukiz cztery lata temu, z tym że Kukiz był bardziej radykalny, a Hołownia kreuje się na umiarkowanego. Zresztą większość kandydatów deklaruje, że chce Polaków łączyć, a nie dzielić. W sondażu dla Onetu Hołownia zdobył 8 proc. poparcia, osiągając ten sam wynik co Władysław Kosiniak-Kamysz.

Hołowni obraz świata

Warto się przyjrzeć, co proponuje przyszły kandydat w sferze wartości. – Jak słyszę, że ktoś opowiada dyrdymały o ideologii LGBT, że będą nas tu najeżdżać (…), że LGBT to jakaś wroga ideologia, to pytam, czym to się skończy – stwierdza. Jego poglądy na temat mniejszości są zbliżone do tych reprezentowanych np. przez o. Pawła Gużyńskiego. Hołownia jest zwolennikiem różnorodności, która „jest fajna”. Na pytanie o zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej odpowiada, że jest przeciwnikiem aborcji, ale zwolennikiem kompromisu, którego wynikiem jest obecnie obowiązująca ustawa. Lansujący się na człowieka spoza układu politycznego Hołownia nie ukrywa niechęci do obecnej władzy. Bezkrytycznie powtarza te same frazesy co przedstawiciele opozycji, ale w bardziej umiarkowanym opakowaniu. Słyszymy więc opowieści o wojnie PO–PiS, wszechobecnym upartyjnieniu, które objęło też Kościół i urząd prezydenta, demontażu państwa i zawłaszczaniu sądów.

Wyborca, ale jaki?

Z dwóch scenariuszy dziś bardziej prawdopodobny wydaje się ten, który przewiduje jego start w wyborach. Podobno pupilek TVN ma już skompletowany sztab na kampanię, w którym jedną z głównych postaci ma być były dziennikarz Michał Kobosko. O co tak naprawdę chodzi katolickiemu publicyście? Czy naprawdę wierzy on, że ma szansę wygrać wyborczy wyścig?

Bez wątpienia współprowadzący „Mam talent” ma kilka atutów, które sprawiają, że mógłby być bardziej atrakcyjny dla wyborców niż Paweł Kukiz. Po pierwsze Hołownia lepiej się prezentuje, jest inteligentny, ładnie mówi, budzi sympatię. Mógłby powalczyć o głosy ludzi, którzy identyfikują się z Kościołem, ale są krytyczni wobec działań części duchownych. Hołownia lansuje też modne hasła proekologiczne, w swojej ostatniej książce namawia do wegetarianizmu i wzywa do walki ze zmianami klimatycznymi. Czasem zdarzają mu się niepokojące odloty, jak np. podczas jednego ze spotkań autorskich, kiedy to opowiadał zupełnie na serio, że na Sądzie Ostatecznym będą nas sądziły też komar czy świnia. Podczas innego zaś stwierdził, że Jezus stał się… zwierzęciem. Pytanie, na ile te rewelacje są zgodne z nauką Kościoła, a ile jest w nich herezji.

Wreszcie publicysta mógłby zagrać na nucie anty-PiS, bo nie ukrywa swojego stosunku do partii rządzącej. O ile Kukiz mógł liczyć tylko na wyborcę z prawej strony, o tyle Hołownia miałby szansę przyciągnąć elektorat prawicowy i lewicowy. Jego podstawowy problem to brak jakiegokolwiek zaplecza politycznego, co w polskich warunkach stawia kandydata na pozycji przegranej. W jego wyborczy sukces wątpią nawet tak niechętni PiS politolodzy, jak Aleksander Smolar, który podkreśla, że po stronie opozycji nie zostało wiele tortu, tym bardziej że pojawiają się doniesienia o kolejnej kandydatce z tej strony sceny politycznej – Barbarze Nowackiej. A już wiadomo, że wystartuje Małgorzata Kidawa-Błońska, a także że swojego kandydata wysuną ludowcy i lewica.

Zagospodarować elektorat i przekazać anty-Dudzie?

Jeśli Hołowni nie chodzi o zwycięstwo, to o co? Na jakiego wyborcę liczy? W Polsce scenariusz, który obserwowaliśmy na Ukrainie czy Słowacji, raczej się nie powtórzy. Po pierwsze dlatego, że jest duża część elektoratu, która wie, jak będzie głosowała już przed kampanią wyborczą. Pozostają niezdecydowani – ci, którzy nie chodzą na wybory albo chcą głosować nie na kandydata z układu politycznego, lecz kogoś, kto nie jest politykiem. Tak zagarnął część wyborców Paweł Kukiz w 2015 r., osiągając trzeci wynik w pierwszej turze. Wtedy w drugiej turze jego wyborcy zagłosowali na Andrzeja Dudę. Teraz ma być podobnie, ale wyborcy Hołowni mieliby wesprzeć kandydata opozycji.

Serwisy internetowe donoszą, że publicysta „Tygodnika Powszechnego” ogłosi start w wyborach prezydenckich już w najbliższą niedzielę. Ma kilka niezaprzeczalnych atutów wizerunkowych i poglądy, którymi może przyciągnąć wyborców zarówno lewicowych, jak i prawicowych, jednak to za mało, by myśleć o Pałacu Prezydenckim. Chyba że pupilek TVN startuje tylko po to, by pomóc komu innemu w drugiej turze pokonać Andrzeja Dudę. Przedwyborczy spektakl staje się coraz ciekawszy i choć główne role są chyba obsadzone, to możemy się spodziewać jeszcze niejednej niespodzianki.