"Gdy wchodzi na scenę, porywa do tańca ludzi, a na jego twarzy pojawia się uśmiech. Na pierwszy rzut oka można byłoby pomyśleć, że Don Vasyl to bogacz bez problemów. Prawda jednak jest zupełnie inna" - czytamy w Super Expressie.

Gwiazdor romskiej muzyki ma duże długi, których nie jest w stanie spłacić. Tłumaczy, że winni jego problemom są ludzie, którzy zajmowali się prowadzeniem jego firmy i nie rozliczali się z Urzędem Skarbowym.

Don Vasyl opowiada, że obydwaj panowie - muzyk i reżyser - już nie żyją. To oni odpowiadali za założenie zespołu "Don Vasyl i Cygańskie Gwiazdy". "W końcu dobrała się do mnie skarbówka. Miałem do zapłacenia około 400 tys. zł" - mówi artysta w rozmowie z "SE".

Sprawa ciągnęła się kilka lat, podczas których rosły odsetki. Don Vasyl twierdzi, że obecnie do zapłaty ma ponad milion złotych. 

Ta cała sytuacja mnie przerosła i dostałem zawału. Mam 70 lat i oprócz tego, że miałem zawał, mam cukrzycę, jestem schorowanym człowiekiem

- wyznaje muzyk reporterce SE.

Od niedawna na jego konta weszli komornicy, zapukali do wielkiego domu Don Vasyla, ale okazało się, że należy on od kilkunastu lat do jego córki. Gwiazdor przyznaje, że "tak naprawdę, nie ma nic", ale spróbuje napisać list z prośbą o pomoc do prezydenta Andrzeja Dudy. Ma nadzieję, że uda mu się "uprosić" spłatę zadłużenia w ratach.