Wczoraj sędziowie Sądu Najwyższego podjęli decyzję o uchyleniu uchwały Krajowej Rady Sądownictwa w sprawie odwołania sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego. W uzasadnieniu wyroku Izby Pracy Sądu Najwyższego sędzia Bohdan Bieniek wskazał, że KRS nie daje wystarczających gwarancji niezależności od organów władzy ustawodawczej i wykonawczej - i jest to punkt wyjścia do oceny, czy Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego jest niezawisła.

Jak pisze na Twitterze adwokat Robert Smoktunowicz, wyrok może prowadzić do absurdów. Sędziowie mogą bowiem... wykluczać się nawzajem. I to nie tylko ci "starzy" "nowych", ale i na odwrót.

O komentarz poprosiliśmy Macieja Miterę, członka prezydium i rzecznika prasowego Krajowej Rady Sądownictwa.

- Ten wyrok [Izby Pracy Sądu Najwyższego] dotyczy sytuacji w indywidualnej, konkretnej sprawie. Uchylono uchwałę KRS i stwierdzono, że Izba Dyscyplinarna nie powinna zajmować się sprawą. To nie jest orzeczenie przesądzające o tym, kto jest wybrany legalnie, a kto nie, kto może być sędzią, a kto nie

– mówi w rozmowie z Niezalezna.pl. I zauważa, że powoływanie się na wyrok TSUE przy uznawaniu "legalności" wybranych sędziów to broń obosieczna.

- Oczywiście istnieje możliwość, że np. Izba Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego, jeżeli dostanie jakąkolwiek sprawę obywatela sprzed kilku lat, to wyrazi wątpliwość co do sposobu powołania sędziów z tego okresu lub nawet co do nominacji Rady Państwa, czyli tych z czasów komunistycznych. Chyba każdy się zgodzi, że czynnik polityczny Rady Państwa nie spełniał standardów europejskich, to nie miało nic wspólnego z demokracją. Można się bawić w takie przerzucanie, ale chyba w końcu ktoś powinien pójść po rozum do głowy. W mojej ocenie jest to niebezpieczne dla porządku prawnego

– podkreśla sędzia.