W rozmowie z redaktor Katarzyną Gójską w radiowej Jedynce sędzia Leszek Mazur skomentował wyrok Izby Pracy Sądu Najwyższego, który stwierdził, że obecna KRS nie jest organem bezstronnym i niezawisłym, zaś Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie jest sądem w rozumieniu prawa Unii Europejskiej i krajowego. Mazur stwierdził , że to orzeczenie "o dosyć ograniczonym znaczeniu, w istocie tylko do tej sprawy".

Podkreślił też, że Izba Pracy zdecydowała się na rozstrzygnięcie tej sprawy w składzie trzyosobowym, nie kierując sprawy na tzw. skład poszerzony siedmiu sędziów, co odczytuje "jako wyraz, czy chęć nie nadawania temu orzeczeniu jakiegoś szerszego znaczenia".

- To orzeczenie w istocie zostało już wykonane wiele miesięcy temu. kiedy na podstawie tzw. ustawy naprawczej sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego, który odwoływał się od naszej opinii powrócił do orzekania. Przedmiot sporu zniknął i to postępowanie powinno być umorzone

- dodał Mazur.

W jego opinii Izba Pracy wyraźnie dążyła do tego, żeby stworzyć sobie forum do wypowiedzi, a wszystko zaczęło się kilkanaście miesięcy temu, kiedy tworzono dwie nowe izby - Izbę Dyscyplinarną i Izbę Kontroli Nadzwyczajnej Spraw Publicznych.

- Powstała kwestia podziału kompetencji pomiędzy m.in. Izbą Pracy, a tymi dwoma nowymi izbami i właściwość w sprawach związanych z KRS została przeniesiona do Izby Kontroli Nadzwyczajnej oraz w części do Izby Dyscyplinarnej. Tymczasem Izba Pracy w ten sposób wytworzyła sobie właściwość, że przypisano mi nieprawdziwą wypowiedź, że ja nie będę kierował tych odwołań, nie będę im nadawał biegu. W efekcie część sędziów, którzy składali odwołania od opinii kierowała je nie za pośrednictwem KRS, tylko kierowała je bezpośrednio do Izby Pracy

- powiedział Mazur.

Jego zdaniem widać było wyraźnie, że "istnieje taka chęć, żeby orzekać w tych sprawach i to stanowiło później podstawę do zadania pytania prejudycjalne i do tego orzeczenia".