Oba te naganne postępki przyniosły trzy pozytywne skutki: prezydent USA, znany z wywierania presji na europejskich sojuszników, by zwiększali własne wydatki wojskowe, i oskarżany z tego tytułu o „transakcjonizm osłabiający jedność Sojuszu”, opowiedział się zdecydowanie za silnymi związkami transatlantyckimi i skontrował Macrona. Kanclerz Niemiec, słusznie oskarżanych o wieloletnie niedoinwestowanie Bundeswehry osłabiające jej zdolność do wykonania zobowiązań sojuszniczych, odcięła się od stanowiska Macrona, także akcentując jedność Sojuszu. Groźby Erdoğana poskutkowały zaś spotkaniem prezydenta RP oraz przywódców Litwy, Łotwy i Estonii z prezydentem Turcji i uzyskaniem jego wycofania się z zajętej pozycji. Polska i Bałtowie nie tylko wykazali solidarność, lecz także osiągnęli cel.