Był bodaj 2006 r. i jeśli owi gorliwi we wspieraniu nowej władzy pracownicy chcieliby faktycznie czytać „Gazetę Polską” każdego dnia, to musieliby wczytywać się codziennie np. w inny dział tygodnika, gdyż dziennik „Gazeta Polska Codziennie” zaczął wychodzić dopiero pięć lat później.

Notabene ów obyczaj, że wraz z wejściem do TVP nowej władzy trzeba zacząć czytać odpowiednie gazety, działa do dziś. Kolega, który trafił do telewizji publicznej po 2015 r., już w pierwszym dniu pracy na biurko wyłożył „Gazetę Polską Codziennie” oraz pismo „To My Kibice”. Takie gazety trzeba teraz czytać! Pierwszy tytuł był już pracownikom znany, ale popłoch wywołał u nich ten drugi.

Romantyczny zryw przeciw antypolskiej propagandzie

Kto pamięta atmosferę roku 2011, gdy zaczęła ukazywać się „Codzienna”, wie, że jej pojawienie się było rodzajem romantycznego zrywu. Trzy telewizje, TVP, TVN i Polsat, wciskały Polakom do głów tę samą wersję wydarzeń. Można było odnieść wrażenie, że testują, jak bardzo da się rozmiękczyć ludzki mózg po pierwszym dziesięcioleciu XXI w. Smoleńsk i Big Brother urządzony pod Krzyżem Pamięci pokazały, że możliwości manipulowania człowiekiem i poniżania go są na tym etapie rozwoju środków mass mediów o wiele większe, niż podpowiadała nam wyobraźnia.

I znowu dygresja: śmiać mi się chce z niemałej części prawicowych publicystów, którzy niesłychanie cierpią z powodu tego, że TVP i TVN uprawiają „propagandę”. Ból istnienia w takiej rzeczywistości wydaje się im wręcz nie do zniesienia, a mnie to bawi, bo nie urodziłem się wczoraj i pamiętam, jakim koszmarem była sytuacja, w której w mediach obowiązywała nie tylko JEDNA propaganda, ale – co znacznie gorsze – była to propaganda obozu antypolskiego.

Uzależniający haust prawdy

„Gazeta Polska Codziennie” była więc haustem świeżego powietrza. Haustem, a nie małym łykiem, bo pisaliśmy ostro, bez pozowania na wyważonych, ustawiania się pod złudny target. Czyli PRAWDĘ. Tego uczyła się grupa 20–30-latków, dla których była to pierwsza czy jedna z pierwszych redakcji w życiu. Między dorastaniem w duchu wolności a postkomunistyczną atmosferą kompromisów jest przepaść.

Wówczas to wielu naszych Czytelników, w tym tych działających w powstających w całej Polsce klubach „Gazety Polskiej”, uzależniło się od codziennej lektury „GPC”, np. w drodze do pracy. To był ten wyłom (kolejnym była Telewizja Republika), który spowodował wielką zmianę z roku 2015.

Naszej redakcji wróżono krótki żywot. No bo jak długo tak się da? Od siebie mogę napisać: za długo nie, ale da się np. 26 lat! Tyle czasu jestem już w mediach Strefy Wolnego Słowa – trwałym centrum polskiej myśli niepodległościowej, przy którym różne powstające na krótko eksperymenty, błyszczące jasno na medialnym firmamencie, są zaledwie epizodami.