Przed pierwszym posiedzeniem Sejmu posłanki Lewicy złożyły w Kancelarii Sejmu pismo, w którym domagają się, aby na drukach sejmowych i tabliczkach przy miejscach w sali plenarnej były "żeńskie końcówki", czyli aby zamiast słowa "poseł" stosowano wobec nich sformułowania "posłanka".

W środę posłanki Lewicy spotkały się z marszałek Sejmu Elżbietą Witek, z którą rozmawiały m.in. na temat "żeńskich końcówek".

Wydaje się, że jest bardzo duża szansa na to, że ta sprawa zostanie pozytywnie rozwiązana. Stanie ona na najbliższym Prezydium Sejmu i liczymy na to, że całe Prezydium Sejmu przychyli się do naszego wniosku, żebyśmy mogły używać na wniosek posłanek, które sobie tego życzą, form żeńskich

- powiedziała Nowicka na konferencji prasowej po spotkaniu. Podkreśliła, że decyzji w tej sprawie należy spodziewać się w piątek.

Tymczasem dzisiaj w tym samym Sejmie wyjątkowy popis dał Krzysztof Mieszkowski z Koalicji Obywatelskiej. Czy chciał zabłysnąć, czy tylko uważa, że wie lepiej, co dla kogo dobre, grunt, że za nic miał nawoływania wicemarszałek Sejmu RP Małgorzaty Gosiewskiej. Do niej to bowiem skierował słowa, których ta sobie zdecydowanie nie życzyła, co wypowiedziała to wprost. I to parokrotnie.

Ta scenka, jak w pigułce, pokazuje podwójne standardy lewicy.

Zobaczcie sami:

Zachowanie Mieszkowskiego krytykuje... posłanka Lewicy.