Na początku listopada gościem Michała Rachonia w programie #Jedziemy był Antoni Macierewicz. Po skończonej rozmowie politycznej, format programu przewiduje zmianę gości bez zbędnego maskowania czołówkami czy reklamami. Gdy kolejna część była gotowa do emisji, wtem wydarzyło się coś nietypowego…

Reżyserka mnie znienawidzi... Dziękuję za 50 lat walki o niepodległość. Dziękuję za kraj, w którym żyję. W imieniu moich dzieci, Polaków, wszystkich, którzy to rozumieją, bądź rozumieją inaczej. Raz jeszcze dziękuję, naprawdę. Jestem dumny i zaszczycony

- mówił aktor Jarosław Jakimowicz, ściskając rękę ministra Antoniego Macierewicza. 

Niektóre media uważają, że to właśnie opisane wyżej zachowanie miało przybliżyć aktora do zdobycia nowej "fuchy" w Telewizji Polskiej. Oto bowiem Jakimowicz poprowadził już program „Pytanie na śniadanie extra” i będzie to robił nadal.

Sprawę skomentował sam zainteresowany.

Ludzie pewnie myślą: w czwartek uścisnął Macierewiczowi dłoń, a w poniedziałek ma swój program. No nie! Jeśli ktoś myśli, że to się odbywa tak, że ja dziękuję Macierewiczowi i dostaję program, to daj mu Boże zdrowie. Ja nie jestem koniunkturalistą. Czy teraz wszystko, co się wydarzy w moim życiu będzie konsekwencją tego występu u Rachonia? To się tak nie przekłada

- mówi Jakimowicz.

Pytany w rozmowie z Wirtualną Polską o szczegóły, wyznał, że funkcję gospodarza pasma śniadaniowego oferowano mu już kilka miesięcy temu.

Kilka miesięcy temu dostałem propozycję prowadzenia "Pytania na śniadanie", ale nie byłem zainteresowany. Nie umiałbym włożyć serca w rozmowy o walce z łupieżem i kuchni oraz czym warto przed zimą posmarować wycieraczki, żeby się nie przyklejały do szyby. Więc ja nie będę prowadził Pytania na śniadanie, tylko w ramach "Pytania na śniadanie extra" będę prowadził rozmowy, nazwijmy to, kryminalne

- powiedział.