To stara sztuczka bardziej radykalnych ugrupowań, które niewiele mają do stracenia i jeszcze mniej do zyskania, choćby wśród centroprawicowego elektoratu. Trudno dziwić się liderom Konfederacji. Nie sposób nawet być zaskoczonym stylem, w jaki to jest robione, np. blokowaniem mównicy sejmowej przez Grzegorza Brauna przed exposé premiera Mateusza Morawieckiego – narodowi ultraliberałowie tak mają. Dziwią natomiast pretensje części prawicowych publicystów do PiS, że nie jest dla Konfederacji „dość dobre”, że nie traktuje tej formacji jak kochanego, choć krnąbrnego młodszego braciszka. Dziwne jest oczekiwanie, że rządząca partia będzie śpiewała tak, jak jej tamci zagrają. Tak się nie da. PiS musi się troszczyć o znacznie szerszy elektorat, dla którego narodowi ultraliberałowie są ciężkostrawni. I co nie mniej istotne, niemała część polityków Konfederacji po prostu PiS szczerze nie znosi i życzy mu jak najgorzej.