Obawiam się, że w takim podejściu kryje się pewien warszawocentryzm. Dotknięci nim niektórzy warszawiacy nie widzą Polski dalej niż Białołęka i Kabaty. Z punktu widzenia Elbląga i Warmii, jednego z najbardziej peryferyjnych regionów Polski, sprawa jest bezdyskusyjna. Przekop oznacza ożywienie gospodarcze, najpierw dzięki turystyce (szlak z Bałtyku na Warmię z pewnością będzie hitem wśród polskich i zagranicznych żeglarzy i organizatorów wycieczek), a z czasem za sprawą przewozu towarów. Elbląg leży przy drodze krajowej nr 7, ma infrastrukturę (choć wymagającą inwestycji po latach zastoju) i jest świetnie skomunikowany z resztą Polski. Porty w Gdańsku i Gdyni bijące kolejne rekordy przeładunków nie są z gumy i dla Elbląga też wystarczy zleceń. Pieniądze, nie tak zresztą duże, wydane na przekop Mierzei zwrócą się więc z nawiązką.