Organizacja Planned Parenthood została założona na początku XX wieku pod nazwą American Birth Control League przez Margaret Sanger. Salową, której nie udało się skończyć szkoły pielęgniarskiej i która ścigana była za publikowanie niebezpiecznych dla zdrowia kobiet porad antykoncepcyjnych, zakładających m.in. płukanki z wykorzystaniem „lizolu i dwuchlorku rtęci”. Organizacja musiała zmienić nazwę ze względu działalność jej współpracownika – Ernsta Rüdina, jednego z autorów nazistowskiej koncepcji „higieny rasowej”, którego w dniu jego 65. urodzin Adolf Hitler nagrodził medalem dla „pioniera higieny rasowej Trzeciej Rzeszy” oraz „medalem orła” za osiągnięcia w tej samej dziedzinie kilka lat później. Dziś Planned Parenthood (czyli w tłumaczeniu „planowane rodzicielstwo”) to największy w USA podmiot zabijający dzieci w łonach matek.

Agresywny marketing tej organizacji opiera się na słodkich skojarzeniach. Różowe grafiki, logotypy i slogan: „Troska. Niezależnie od czegokolwiek”. Planned Parenthood jest w centrum amerykańskiego sporu o ochronę życia od lat. Obecny wiceprezydent USA Mike Pence, przedstawiając jeszcze jako kongresmen inicjatywę odebrania tej organizacji funduszy rządowych, mówił: „Większość Amerykanów byłaby zaskoczona, dowiadując się, że największy podmiot dokonujący aborcji w Ameryce jest jednocześnie największym beneficjentem środków przeznaczonych na planowanie rodziny”. Chodziło wówczas właśnie o organizację Planned Parenthood. Jaka jest skala jej działalności? Zsumowane przychody za rok 2017 wynosiły 1,5 mld dolarów, z czego największa część (544 mln dolarów) to pieniądze pochodzące od amerykańskich podatników, około 500 mln pochodziło od prywatnych darczyńców, a około 380 mln dolarów to „inne przychody” organizacji. W samym roku 2018 PP dokonała ponad 332 tys. aborcji w USA. Jeszcze za czasów administracji Ronalda Reagana podejmowane były próby uniemożliwienia przekazywania pieniędzy podatników podmiotom, które zajmują się zabijaniem dzieci. Bezskutecznie.

Nawet jeśli udawało się takie regulacje wprowadzić, były obalane przez sądy. Najnowsza próba sił trwa w tej chwili w USA. Administracja Donalda Trumpa zakazała przekazywania funduszy przeznaczonych na planowanie rodziny podmiotom, które w swojej ofercie mają aborcję. Jak kilka tygodni temu pisał dziennik „USA Today”, oznacza to, że ponad 900 klinik straciło na tę chwilę to źródło finansowania. Jednak sprawy przed sądami się toczą i nie wiadomo, jak ostatecznie się zakończą. Film „Nieplanowane” pokazuje m.in. tę stronę przemysłu aborcyjnego. W jednej z kluczowych scen filmu widzimy rozmowę pomiędzy szefową tej właśnie korporacji a jej podwładną. Padają mniej więcej takie słowa: „Fast foody sprzedają hamburgery na minimalnych marżach, a krocie zarabiają na produktach, których marże są wysokie. Frytkach i coli. Dla nas aborcja jest jak frytki i cola”. Ten cytat odnosi się do jeszcze innego aspektu dyskusji o organizacji dostarczającej „usługi aborcyjne”. Jej medialni adwokaci twierdzą, że aborcje to jedynie 10 proc. usług, jakie świadczą tego rodzaju kliniki. Autorzy filmu wskazują jednak, że to zabijanie nienarodzonych dzieci jest najbardziej zyskowną częścią tego biznesu. Całkiem niedawno Stanami Zjednoczonymi wstrząsnął skandal, o którym pisałem również na tych łamach. Aktywiści pro-life dokonali serii nagrań ukrytą kamerą w klinikach Planned Parenthood. Podając się za naukowców i badaczy, udowodnili, że pracownicy tej organizacji oferują na sprzedaż organy dzieci zabijanych w klinikach. W Polsce film bije rekordy popularności. Sale kinowe są pełne, film oglądany jest w milczeniu. Jednak agresywna lewica robi wszystko, aby go storpedować. W Łodzi zaatakowany został profesor Chazan, który pojawił się na seansie, a w sieci rozsyłane są żądania, aby film dostępny był w kinach tylko dla osób pełnoletnich. Robią to dokładnie te same środowiska, które domagają się, aby w polskich szkołach i przedszkolach edukacja seksualna prowadzona była od 4. roku życia.