O to, jakie są konsekwencje totalnego modelu opozycyjności, pytała w programie "7x24" Katarzyna Gójska. 

- Jak mówimy o tym, że Polacy powinni być razem, że powinni się szanować, to ten model konfliktu przeczy tym założeniom, czy ideałom. Jak oglądałem pierwszy raz od środka ten konflikt, to miałem poczucie, że wszyscy weszli w role, w których się dobrze czują. To jest coś przykrego i mam nadzieję, że ten Sejm będzie rozbijał te role 

- mówił Maciej Gdula (Wiosna).

Na ile jednak ta świeża, powracająca siła wchodząca do parlamentu nie będzie poddana szantażowi uczestnictwa w "totalności"? Że jeśli wyrazi własne zdanie zostanie okrzyknięta zdrajcami? Tak bowiem można zrozumieć wypowiedź Kidawy-Błońskiej.

Chodzi o słowa, jaki padłe na antenie TVN24, gdzie wiceprzewodnicząca klubu Lewicy Marcelina Zawisza powiedziała, że będzie namawiała kolegów, by głosowali za projektem PiS dotyczącym zniesienia limitu 30-krotności składek na ZUS ale pod pewnymi warunkami. Do tej wypowiedzi odniosła się właśnie Małgorzata Kidawa-Błońska, która w  "Kropce nad i" oceniła, że jeśli politycy Lewicy poprą projekt, "to znaczy, że są nic niewarci". Dodała, że jej zdaniem będzie to oznaczało, że Lewica "jest w PiS-ie". 

- To prawda. To będzie wyzwanie, żeby opowiedzieć o tym, po co jesteśmy w parlamencie i pokazać tę wizję Polski, na której nam zależy i która jest inna niż wizja PO, czy PiS-u. I że nie jesteśmy tam ani po to, żeby pomagać Jarosławowi Kaczyńskiemu, kiedy nie może zdobyć większości, ani po to, żeby PO miała satysfakcję, że głosujemy tak, jak oni. Mamy swoją agendę, swoją wizję

- mówił poseł.

Jak ocenia słowa Kidawy-Błońskiej - najprawdopodobniej kandydatki na urząd prezydenta RP?

- Jako osoba z lewicy, reprezentująca jednak lewicowych wyborców, poczułem się dotknięty w tym sensie, że ktoś okazał zdecydowanie brak szacunku. Zdziwiłem się, że pani Kidawa-Błońska jest poważną osobą i też poważnie myśli, jak będzie wyglądała jej rola wyborcza. To znaczy, że w drugiej turze, jeżeli tam dojdzie, to będzie musiała zrobić ukłon w stronę lewicowych wyborców. Polityk dużego formatu czasami gryzie się w język. Czasami trzeba myśleć kilka kroków do przodu. Pani Kidawa-Błońska, moim zdaniem, nie pomyślała

- dodał.