Trzykrotnie nagrodzony Oscarem autor zdjęć Robert Richardson i dwukrotny laureat Oscara, reżyser Quentin Tarantino odebrali nagrodę Camerimage dla duetu autor zdjęć-reżyser podczas gali zamknięcia 27. edycji festiwalu w sobotni wieczór w Toruniu.

Jest wspólny mianownik między nami. My kochamy kino, ale szczególnie kochamy te filmy, które wyglądają jak filmy, czyli są pełne kolorystyki, bogate, nasączone kolorem

- mówił podczas spotkania z festiwalową publicznością Tarantino.

Przyznał, że ich styl wizualny ewoluował przez lata. Jak podkreślił, inny był w przypadku filmu "Kill Bill", a inny przy "Bękartach wojny". "To było związane zarówno z gatunkiem filmu, jak i miejscem, w którym te filmy były realizowane" - stwierdził amerykański reżyser. Powiedział, że w przypadku ich najnowszej produkcji "Pewnego razu... w Hollywood" musieli stworzyć świat Los Angeles, który już w zasadzie nie istnieje. "To, co widzowie zobaczą w filmie, jest tylko sztucznie stworzonym planem zdjęciowym" - dodał Tarantino.

Richardson podkreślił, że pracował ze wspaniałymi reżyserami, ale Tarantino jest z nich "najbardziej inteligentny".

Pod każdym względem jest on (...) geniuszem, któremu ciągle coś pali się pod czaszką. Wczoraj wieczorem spędziliśmy razem trochę czasu. Wszedłem do jego pokoju, a on miał już niesamowitą historię, którą stworzył. Jedna scena to 40-minutowy monolog, ale nie możemy wam jeszcze zdradzić więcej szczegółów. Ten facet ma pod czaszką coś takiego, czego nikt inny nie posiada. Jeżeli z jakimkolwiek reżyserem miałby uprawiać seks, nie że chciałbym, to jeżeli pomyślę sobie o Martinie Scorsese i Olivierze Stone, a widzę tutaj Quetina, to jasne jest, że tylko z tym facetem można by to zrobić"

- powiedział Richardson.

Tarantino szybko wyjaśnił, że Richardson jest człowiekiem rodzinnym, który z trzema kobietami ma czwórkę dzieci. "Jest wierny, więc ta opowieść o naszej miłości czy opowieść o seksie jest czysto teoretyczna" - podkreślił reżyser.

Richardson przyznał, że kiedy staje za kamerą, to woli patrzeć przez wizjer, oko kamery na to, co jest filmowane, a nie sprawdza tego na monitorze.

Monitor daje zbyt szeroki obraz świata. Na monitorze widzę szerszy kontekst całego obrazu. A gdy patrzę przez oko kamery, to widzę pojedynczą osobę, na której mogę się skoncentrować

- przyznał utytułowany operator. Przyznał, że świat w tym względzie ewoluuje, co wymusza na nim przestawianie się, ale gdyby miał wybór, to chciałby pracować właśnie z takimi reżyserami jak Tarantino.

Reżyser powiedział, że zawsze realizując film znajduje się przy samych aktorach, przy samej kamerze. Nigdy nie siedzi w innym pokoju.

Patrzę na aktorów z perspektywy kamery. Mam takie przeświadczenie, że oni mnie w tym momencie widzą i gdy skończą grać daną scenę patrzą się na mnie i wiedzą, że ja oglądałem każdy ich krok

- przyznał Tarantino.

Dodał, że na jego planie filmowym nikt nie znajdzie powszechnej już w obecnych czasach wioski realizacyjnej z monitorami i innymi gadżetami. "Robimy filmy w staroświecki sposób, blisko aktorów" - wyjaśnił Tarantino.

56-letni Quentin Tarantino jest reżyserem, scenarzystą, producentem i aktorem. Ma w dorobku m.in. filmy: "Wściekłe psy" (1992), "Pulp Fiction" (1994), "Jackie Brown" (1997), "Kill Bill" i "Kill Bill 2" (2003-04), "Bękarty wojny" (2009) oraz "Django" (2012). Jego ostatni film "Pewnego razu... w Hollywood" w sierpniu wszedł na ekrany polskich kin. Jest laureatem m.in. dwóch Oscarów (za scenariusze do "Pulp Fiction" i "Django") i Złotej Palmy za "Pulp Fiction".

64-letni Robert Richardson jest operatorem filmowym, wieloletnim współpracownikiem m.in. Martina Scorsese i Olivera Stone'a. Na swoim koncie ma m.in. trzy Oscary - za zdjęcia do "JFK", "Aviatora" i "Hugo i jego wynalazek".