Polacy do przedostatniego spotkania w eliminacjach przystąpili bez Roberta Lewandowskiego. Trener Jerzy Brzęczek w Jerozolimie postanowił dać odpocząć kapitanowi reprezentacji, którego zastąpił krytykowany ostatnio w Mediolanie Krzysztof Piątek. Na ławce rezerwowych usiadł również Kamil Grosicki. W sytuacji, gdy awans został wywalczony już wcześniej selekcjoner wytłumaczył swoją decyzję:

Chciałem sprawdzić zawodników, którzy czasami mają mniejsze szanse zagrać w spotkaniu o punkty. I przetestować ich w sytuacji pod presją.

A spora presja pojawiła się już kilka dni przed spotkaniem i bynajmniej nie miała wiele wspólnego ze sportem. We wtorek w Izraelu rozległy się bowiem syreny alarmowe, w związku z ostrzałem rakietowym ze Strefy Gazy. Mecz jednak odbył się ostatecznie zgodnie z planem. A rozpoczął w sposób wręcz wymarzony dla Polaków. Już w 4. minucie po rzucie rożnym pod bramką Ofira Marciano znakomicie zachował się Grzegorz Krychowiak, który bezbłędnie wpakował piłkę do siatki. A nasi piłkarze wyraźnie chcieli pójść za ciosem.

Pomocnik reprezentacji Polski był ostatnio porównywany do Messiego. Może nieco na wyrost, ale w Jerozolimie potwierdził swoją wartość

Z przyjemnością patrzyło się na grę biało-czerwonych. W zagraniach Polaków było widać chęć i pomysł. Nasi dominowali nad rywalem również fizycznie, a Izraelczycy wyglądali momentami jak dzieci zagubione we mgle. Tak było, gdy Taha zagrał do własnego bramkarza. Gdyby Piątek nosił buty o jeden numer większe, to sięgnąłby futbolówkę i podwyższył wynik. Zakończyło się rzutem wolnym pośrednim z pola karnego i bólem głowy jednego z obrońców, który przyjął potężne uderzenie Zielińskiego na czoło.

Przewagę Polaków w pierwszej połowie dobrze oddaje statystyka strzałów 14:1. Pod bramką Wojciecha Szczęsnego nie działo się prawie nic, a jego vis a vis miał pełne ręce roboty. Ponieważ Marciano bronił szczęśliwie, a naszych zawodziła skuteczność po trzech kwadransach prowadzenie drużyny Jerzego Brzęczka było minimalne.

Krzysztof Piątek w drugiej połowie udowodnił, że instynkt snajpera to nie jest coś, co można stracić w kilka miesięcy. Napastnik AC Milan wykorzystał odbitą od słupka piłkę i w zamieszaniu pod bramką rywali podwyższył prowadzenie Polaków.

Piątek znowu zrezygnował ze swojej cieszynki w meczu z Izraelem

W 63. minucie na murawie pojawił się Robert Lewandowski. Co ciekawe powitały go brawa nie tylko polskich, ale także miejscowych kibiców, którzy docenili jego klasę. Paradoksalnie ta zmiana ożywiła nieco poczynania gospodarzy, którzy najwyraźniej postanowili uniknąć kolejnej wysokiej porażki w meczu z Polakami. Zahaviemu udało się nawet pokonać Szczęsnego, ale arbiter odgwizdał spalonego. Gola dla gospodarzy zdobył wreszcie - po bardzo szczęśliwym rykoszecie - Munas Dabbur. Więcej bramek w Jerozolimie w sobotni wieczór nie padło.

Na boisko wpadł natomiast kibic, który przypadkiem potrącił Tomasza Kędziorę. Spowodowało to małe zamieszanie, a fiński sędzia przez moment miał chyba nawet chęć zakończyć spotkanie przed czasem. Ostatecznie ochroniarze złapali intruza, a mecz zakończył się zwycięstwem Polaków.

We wtorek biało-czerwoni zakończą eliminacje spotkaniem ze Słowenią na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Izrael - Polska 1:2 (M. Dabbur 88' - G. Krychowiak 4', K. Piątek 54')