Jest to niewątpliwa zasługa prezydenta Andrzeja Dudy, którego relacje z amerykańskim przywódcą są bezprecedensowe w historii stosunków między naszymi krajami. Ale to także wysiłek dyplomatyczny setek ludzi, pewnie długich godzin negocjacji i ustaleń. To wreszcie zasługa samych Polaków, którzy spełnili wymóg, mówiący o nieprzekraczaniu 3 proc. odrzuconych wniosków wizowych. Wszyscy potraktowaliśmy tę sprawę poważnie i tak też potraktował ją nasz sojusznik za oceanem. I tylko złośliwy uśmiech ciśnie mi się na usta, gdy przypomnę sobie lata zapewnienia poprzedników, że już, już ta sprawa będzie załatwiona. Nie została aż do teraz, pomimo lat poklepywań po plecach i serwowania kolejnych obietnic. Nie przeszkadza to jednak politykom totalnej opozycji przekonywać, że obecna, historyczna decyzja to żadna tam zasługa ekipy rządzącej. „Amerykanie znieśli wizy, bo im to się opłaca. Chcą zarobić na polskich turystach” – powiedział Dariusz Joński, polityk lewicy i kierownik łódzkiego basenu. A politycy PO przekonywali jak jeden mąż, że wszystko to zasługa Polaków, bo spadły wspomniane statystyki odrzuconych wniosków i że „PiS podpina się pod sukces”. Cóż, tylko ktoś nie za inteligentny albo złośliwy (albo jedno i drugie – co całkiem możliwe) nie wie, że ów procent spadł nie tylko dlatego, że Polacy rozsądnie wypełniają wnioski. To także wynikająca z dyplomatycznych zabiegów przychylność amerykańskich konsulów. Nie miejmy złudzeń, gdyby USA chciały, to procent odrzuconych wniosków wynosiłby 25, a o zniesieniu wiz moglibyśmy zapomnieć na kolejne lata. Kwestionowanie sukcesu dyplomatycznego Andrzeja Dudy, ale i wszystkich w to zaangażowanych, jest żałosne. Ale niewiele więcej totalnym pozostało.