W tych wyborach nie zwycięży bowiem kandydat, który pójdzie na krucjatę lewicową i będzie śmigał w tęczowych porciętach, ale taki, który przekona większość i będzie łowił z elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. Patrząc w ten sposób, to naturalnym kandydatem wśród polityków jest Władysław Kosiniak-Kamysz. Warunek jest jednak jeden. Już dzisiaj powinni pracować na niego zarówno ludzie z PSL, jak i z PO i SLD. Tymczasem za plecami lidera PSL Włodzimierz Czarzasty i Grzegorz Schetyna śmieją się i podgryzają.

Oznacza to, że Kosiniak-Kamysz jest skazany na walkę w pierwszej turze i może się okazać, że przegra on z kandydatami większych partii. Chyba każdy, kto zastanowi się przez chwilę, dojdzie do tego wniosku. Ale to logika kogoś, kto zakłada, że wybory da się wygrać. Tymczasem Grzegorz Schetyna raczej chce utrzymać swoją pozycję, a do tego wystarczy mu spokojnie drugie miejsce. Od miesięcy mówię, że wszystkich może pogodzić kandydat z zewnątrz. Przez długi czas nie było wiadomo, kto to mógłby być. Teraz coraz częściej mówi się, że może to być Szymon Hołownia. Jeżeli jego kandydaturę poprą najpotężniejsze w Polsce ośrodki medialne, to manewr może okazać się skuteczny.

Historia zna nie takie przypadki. A że prezydentem może zostać przypadkowa osoba, pokazuje historia obecnego prezydenta Ukrainy. Wiatry historii bowiem różnie wieją.