Podczas wczorajszego głosowania senatorów nad teką marszałka Senatu RP X kadencji, minimalną większość (51 głosów) zdobył prof. Tomasz Grodzki z Koalicji Obywatelskiej. Minęła nieco ponad doba, tymczasem nowo wybrany marszałek zdążył już ogłosić podróż do Stanów Zjednoczonych, telewizyjne orędzie do narodu czy „przemeblowanie” w gmachu Senatu.

W programie „Minęła 20” na antenie TVP Info marszałek Senatu poprzedniej kadencji Stanisław Karczewski zapewnił, że przed wczorajszym głosowaniem w izbie wyższej parlamentu obóz rządzący nie zamierzał „przeciągnąć” na swoją stronę prof. Grodzkiego. Sam Grodzki twierdził wcześniej, że był "kuszony" przez przedstawiciela Zjednoczonej Prawicy ws. możliwości poparcia PiS w Senacie. W zamian mieli mu rzekomo oferować stanowisko ministra zdrowia.

- Absolutnie nikt nic nie proponował, nie było żadnej rozmowy na ten temat z panem profesorem. Nikt nie podejmował takiej próby. Dziwie się tej wypowiedzi, ponieważ świadczy o pewnej wiarygodności

- ocenił polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Zaapelował, że jeśli takie propozycję padły, prof. Grodzki powinien zdradzić z czyich padły ust. „Wszystkie swoje działania koordynujemy, omawiamy w ścisłym gronie władz Prawa i Sprawiedliwości. Uważam, że ta wypowiedź była preludium do walki o fotel marszałka Senatu” – wskazał Karczewski.

- Przypomnijmy, że wcześniej mówiło się o innych kandydatach [na marszałka Senatu], którzy mieli być rekomendowani. Wspominany był pan Borusewicz, Zdrojewski, Rybicki. Mówiło się też o koalicjantach. Tam była wewnętrzna walka

- tłumaczył.

Podkreślił, że „nowo wybrany marszałek zwyciężył dzięki jednemu głosowi”. - Ta przewaga wisi na włosku, jest najmniejsza z możliwych – dodał w rozmowie z red. Michałem Rachoniem.

Wskazał ponadto, że nowo wybrany marszałek Senatu „być może miał na myśli prof. Religę”. - Faktycznie, taka sytuacja miała miejsce w 2005 roku. Wówczas pan Religa wspierał kampanię wyborczą pana Donalda Tuska. Po przegranej przeszedł do naszego obozu politycznego. Świetnie prowadził ministerstwo, świetnie współpracowaliśmy. Być może pan marszałek myślał o tej sytuacji… – przypomniał Karczewski.

- Byłbym jednak nieuczciwy, gdybym powiedział, że z nikim nie rozmawialiśmy. Mamy 48 senatorów. Wiemy doskonale, że wybór marszałka ma określone reguły. Przy pełnej frekwencji senatorów, potrzeba 51 głosów. Naturalnym jest, że były prowadzone rozmowy. Rozmawialiśmy o dobrej zmianie dla Polski, świetnym programie, o tym, jak Polska się rozwija. Pojawiały się różne propozycje. Nie będę jednak o nich mówił konkretnie. To kuchnia polityczna, o której nie chcę dziś wspominać. Może za kilka bądź kilkanaście lat wspomnę o tym nieco więcej w pamiętnikach

- wskazał.