Ich deklarowany patriotyzm to stawianie rodakom wyższych wymagań, karcenie, pouczanie, oskarżanie przed sądem ludzkości, smaganie (euro)pejczykiem. A to wszystko z posępnością, z żarliwością niby inteligencką. Kiedy my tu nurzamy się w prostackiej dumie z dziedzictwa i z jaką taką satysfakcją bilansujemy to, czego w ciągu jednego pokolenia udało się dokonać – oni, wieszczowie i mężowie stanu, sercem gryzą. Ciemność widzą, larum grają. O bratnią pomoc jęczą. Niestety – ich bezkompromisowa „troska” przemienia się w publiczne piekło, ich wysokie „ideały” – w urąganie Bogu ducha winnym rodakom. Ten specyficzny patriotyzm ma jeszcze jedną, zasadniczą wadę. Brak w nim zupełnie ROZUMNEJ dbałości o polską suwerenność i o bezpieczeństwo kraju.