– Ujawnienie tych faktów było niezwykle bolesne dla nas wszystkich. To bardzo duże wyzwanie. Nie zapominajmy jednak, że prawdziwymi ofiarami są przede wszystkim ludzie, którzy zostali głęboko zranieni w swoim ciele, w swojej duszy przez te czyny – mówił duchowny i dodał, że założyciel wspólnoty „nie może być dla nas wzorem życia zakonnego czy chrześcijańskiego pomimo roli, jaką odegrał”. Można? Można! Tak najkrócej podsumować trzeba wzorcowy model załatwienia sprawy molestowania seksualnego przez bardzo znanego zakonnika, jaki zaprezentowała założona przez niego wspólnota. Jej członkowie zamiast przekonywać, że to atak wrogich mediów, że źli ludzie przypomnieli sobie za późno i że nie warto ich słuchać, po prostu zbadali sprawę, a gdy okazało się, że oskarżenia są prawdziwe, poinformowali o tym.