Film "Nieplanowane", który 1 listopada wszedł na ekrany polskich kin, jest oparty na prawdziwej historii Abby Johnson, jednej z najmłodszych dyrektorek kliniki aborcyjnej Planned Parenthood w USA, która przeszła przemianę i od kilku lat jest znaną obrończynią życia. Film spotkał się z agresywnym atakiem środowisk proaborcyjnych najpierw w USA oraz Kanadzie, a teraz - w Polsce.

Przy okazji premiery aktywistki z organizacji "Aborcyjny Dream Team" podzieliły się swoją recenzją filmu na łamach "Wysokich Obcasów". Czytamy w niej m.in., że tak naprawdę to "aborcja jest bezpieczniejsza, niż poród" (sic!), a film ukazujący dramatyczną walkę nienarodzonego dziecka z narzędziami ginekologicznymi autorki nazywają "science-fiction", ponieważ płód do 24. tygodnia... ma nie odczuwać bólu.

Abby Johnson, bohaterka filmu, mówiła w programie "Warto rozmawiać" na antenie TVP, że "katolicy na świecie potrzebują obecnie silnej Polski".

My katolicy, na całym świecie, potrzebujemy teraz silnej Polski. Kiedy ludzie myślą o Kościele katolickim, to do głowy przychodzi Watykan, Rzym, ale dla wielu z nas - Kościół katolicki kojarzy się z Polska, z pięknem polskiego Kościoła. Polska musi pozostać silna, Polacy muszą dawać świadectwo wiary na każdym kroku, abyśmy mogli sprawić, że nasz święty Kościół znowu będzie pełen Boga

- mówiła na przedstawionym w programie nagraniu wideo Johnson.

Scenariusz „Nieplanowane” oparto właśnie na wspomnieniach tej byłej dyrektor aborcyjnej „kliniki” należącej do sieci Planned Parenthood. Johnson pięła się po szczeblach kariery w tej fabryce śmierci aż 8 lat. W 2008 r. została wyróżniona przez szefów jako „pracownik roku”. Wszystko zmieniło się w sierpniu 2009 r., gdy kobieta asystowała przy zabiegu aborcyjnym, obserwując jego przebieg na USG.

„Dziecko wyglądało, jakby było wyżymane jak ścierka do naczyń, kręciło się i ściskało. A potem zgniotło się i zaczęło na moich oczach znikać w kaniuli. Ostatnią rzeczą, jaką widziałam, był maleńki, idealnie uformowany kręgosłup wessany do rury, który potem zniknął”

- opisywała tę scenę Johnson w swej książce. 

Pomimo bojkotu ze strony proaborcyjnych, lewackich środowisk, film przyciąga w Polsce dużo widzów. Do wybrania się do kin zachęcają także duchowni i instytucje kościelne.

Doktor Anthony Levatino, grający w filmie postać lekarza, w rzeczywistości jest również lekarzem ginekologiem ze Stanu Nowy Jork. Dawniej regularnie przeprowadzał zabiegi terminacji ciąży, w tym tzw. późne aborcje. Przeprowadził 1200 aborcji w tym ponad 100 tzw. późnych, tj. do 24 tygodnia ciąży. Wszystko zmieniło się po śmierci jego własnej córki i przełomowym zabiegu, podczas którego zrozumiał, że aborcja jest zabiciem czyjegoś dziecka. To wtedy zrezygnował z ich wykonywania.

Zobaczcie jego relację: