Bo dwa miesiące wcześniej w bagażniku fiata 125p esbecy wieźli na śmierć ks. Jerzego. Za sprawą „pojazdu betlejemskiego” Jerzego Kaliny uporządkowane zostały kwestie zła i dobra. Grozy z jednej i pewności zwycięstwa dobra z drugiej. I każde dziecko to rozumiało. A Kalina, awangardowy artysta, któremu wróżono światową karierę, porzucił ją, by związać się z parafią na Żoliborzu i służyć przesłaniu ks. Jerzego. W 35. rocznicę zamordowania kapelana Solidarności, pod zaprojektowanym przez Kalinę grobem na Żoliborzu modlili się do naszego błogosławionego Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki. Błyskotki tego świata mijają, najświętsza polska sprawa trwa. Wbrew przemijającym dyktatorom i jeszcze szybciej znikającym skandalistom.