Kiedy słyszę od biskupów, że mieszkańcy Amazonii nie są w stanie zrozumieć celibatu, to mam smutne wrażenie, że przemawia przez nich po pierwsze dość paskudny kolonializm, by nie powiedzieć kulturowy rasizm. Gdzieś w tle takiego myślenia wybrzmiewa bowiem przekonanie, że my, biali, rzecz jasna, potrafimy wytrwać w celibacie i zrozumieć jego sens, ale oni, „dzicy”, nie są w stanie. Nie jest jasne, dlaczego tak miałoby być, dlaczego przedstawiciele jednych kultur mieliby być do tego zdolni, a innych nie. Po drugie zaś, a to jest jeszcze groźniejsze, widać w takim myśleniu znormalizowanie celibatu, sprowadzenie go do singielstwa. Celibat zaś ma być znakiem sprzeciwu, ma być czymś nie do zrozumienia, ma być wyzwaniem i trudem. Jeśli nim przestaje być, to przestaje mieć wartość, a staje się elementem wygodnego życia singla. Nie o to zaś chodzi.