Mistrzowie Polski wystąpili w Brześciu zaledwie w 13-osobowym składzie. Do kontuzjowanych już od dłuższego czasu Mateusza Jachlewskiego, Tomasza Gębali, Daniela Dujshebaeva i Branko Vujovica dołączył chorwacki środkowy rozgrywający Igor Karacic. Polski zespół przystępował do tego meczu po dwóch kolejnych porażkach. Gospodarze natomiast w poprzedniej kolejce pokonując Motor Zaporoże zdobyli pierwsze punkty w tej edycji Ligi Mistrzów.

Mimo osłabienia kielczanie rozpoczęli mecz w efektownym stylu. W piątej minucie trafił Angel Fernandez Perez i goście prowadzili 4:1. Osiem minut później bramkarza Mieszkowa pokonał Blaz Janc i było już 7:2 dla polskiej drużyny. Później zespół z Kielc długo utrzymywał prowadzenie trzema i czterema bramkami.

Pod koniec pierwszej połowy ekipa ze stolicy regionu świętokrzyskiego włączyła jeszcze raz wyższy bieg i po 30 minutach prowadziła 15:9. Najlepszy polski zespół ostatnich lat imponował grą w obronie, swoje zrobił też w bramce Andreas Wolff. Przyjemnie też patrzyło się na grę w ataku VIVE, kielczanie praktycznie się w nim nie mylili.

VIVE mimo kłopotów znów wygrywa w Lidze Mistrzów

Po zmianie stron gospodarze chcieli za wszelką cenę zmniejszyć straty, ale zespół Dujszebajewa podjął rękawicę. W 33. min po kolejnym trafieniu Fernandeza Pereza, goście wygrywali 19:13. W tym momencie kieleckiej drużynie przytrafił się przestój w grze. Sześć minut później trafił William Accambray i przewaga VIVE zmalała do trzech bramek (19:16).

Jednak odpowiedź mistrzów Polski była błyskawiczna. Już po minucie prowadzili 21:16, po bramce Doruka Pehlivana. Gospodarze nie zamierzali jednak rezygnować z walki. Po bramce byłego zawodnika PGE VIVE Darko Djukica przewaga polskiej ekipy ponownie zmalała do trzech trafień (22:19).

W nerwowej końcówce kielczanie potrafili jednak zachować zimną krew. Na dwie minuty przed końcem trafił Julen Aginagalde, po chwili poprawił Janc i goście zapewnili sobie drugie zwycięstwo w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów.

Mieszkow Brześć – PGE VIVE Kielce 27:31 (9:15)