Przedstawiciel rządu Pedra Sancheza spotkał się też z policjantami, którzy ucierpieli w trwających od poniedziałku zamieszkach w Katalonii. W piątek wieczorem Grande-Marlaska podczas konferencji prasowej oszacował liczbę rannych funkcjonariuszy wszystkich formacji policyjnych w Katalonii na 207. Zagroził, że wobec osób odpowiedzialnych za zamieszki wyciągnięte zostaną surowe konsekwencje.

Manifestacje oraz starcia z policją rozpoczęły się kilka godzin po skazaniu w poniedziałek przez Sąd Najwyższy Hiszpanii 9 separatystycznych polityków z Katalonii na 9-13 lat więzienia za organizację w regionie nielegalnego referendum niepodległościowego w 2017 r.

W Barcelonie trwa liczenie strat po nocnych zamieszkach, w których ucierpiało kilkaset osób, w tym 17 policjantów. W największych katalońskich miastach rannych zostało około 100 osób; ponad połowa pokrzywdzonych doznała uszczerbku na zdrowiu w trakcie walk ulicznych w Barcelonie.

Podczas sobotniego spotkania w Barcelonie Grande-Marlaska omówił z Miquelem Buchem, odpowiedzialnym za sprawy wewnętrzne w rządzie Katalonii, kwestie bezpieczeństwa, a także działanie poszczególnych formacji policyjnych.

W sobotę rano hiszpańskie media informowały o przypadkach nadużywania siły przez funkcjonariuszy wobec przypadkowych osób i dziennikarzy obserwujących starcia separatystów z policją. Ucierpieli m.in. przedstawiciele dziennika “El Pais” oraz rozgłośni Catalunya Radio. W piątek wieczorem jeden z separatystów zaatakował w Barcelonie ekipę publicznej telewizji TVE. Redakcje, których przedstawiciele ucierpieli w zamieszkach, opublikowały rano komunikaty na znak solidarności ze swoimi pracownikami.

W nocy zakończył się 24-godzinny strajk w Katalonii, który doprowadził do blokad drogowych oraz odwołania licznych połączeń kolejowych i lotniczych. Przed południem wciąż kilkadziesiąt tras szybkiego ruchu w regionie było nieprzejezdnych.

W sobotę po południu żądanie natychmiastowego spotkania z premierem Hiszpanii wystosował szef katalońskiego gabinetu Quim Torra. Premier regionalnego rządu twierdzi, że za licznymi starciami separatystów z policją stoi niewielka grupa radykalnych bojówkarzy, a regionalny gabinet nie popiera aktów przemocy.